Recenzja słuchawek Grado GT220 True Wireless. Wdzięczna melodia

image

Do testu trafiły pierwsze słuchawki TWS firmy Grado. Kiedy konserwatywna firma audiofilska, która od 1953 roku ręcznie produkuje swoje urządzenia na Brooklynie, tworząc rozpoznawalną lekką sygnaturę muzyczną, pozostając wierną tradycji i podtrzymując filozofię przedkładania dźwięku nad design, nagle wprowadza na rynek debiutancki bezprzewodowy model douszny, który wpisuje się w najbardziej modne trendy - jest to co najmniej zabawne. GT220 zdobyły sobie jednak miejsce w segmencie cenowym premium słuchawek TWS, a konkurencja jest tu ostra - popularny Sennheiser Momentum True Wireless 2, topowy Devialet Gemini i inni faworyci. Grado twierdzi, że ich bezprzewodowa nowość wyznacza ważny kamień milowy w siedemdziesięcioletniej historii marki i nie spieszyli się z jej wypuszczeniem na rynek, aby dokładnie dopracować jakość dźwięku. Osobiście, moim zdaniem, najważniejsze jest to, że model ten okazuje się charyzmatyczny i oferuje coś, czego rynek słuchawek Bluetooth jeszcze nie widział. Ogólnie rzecz biorąc, tak właśnie się stało. Porozmawiajmy o tym wszystkim w kolejności.

Wrażenia wizualne

Co prawda nie miałem złudzeń co do prezentacji Grado GT220; wiem, że firma zwykle pozostawia opakowanie i wygląd swoich urządzeń minimalistyczne, inwestując główne środki w dźwięk. Nawiasem mówiąc, inne marki również rzadko raczą nas wyjątkowością designu TWS czy różnorodnością akcesoriów do nich, więc tutaj wszyscy byli na równi.
Po usunięciu zewnętrznego plastikowego opakowania, znajdujemy białe magnetyczne pudełko z nazwą firmy, skromne, ale eleganckie. Znajduje się na nim intrygujące przypomnienie, że słuchawki są "Zaprojektowane w Grado Labs w Brooklynie, w Nowym Jorku". W zestawie znajduje się etui do ładowania, kabel Type-C oraz 3 pary silikonowych wkładek dousznych. Etui jest duże, ale lekkie, wykonane z matowego czarnego plastiku, ma bardzo przyczepne magnesy i wyraźny wskaźnik naładowania, a pokrywa nie gra. Prawdopodobnie nie zmieściłby się w najmniejszej kieszeni, ale biorąc pod uwagę dużą pojemność baterii, którą omówię później, jest to wciąż poręczny rozmiar. Dodatkowo etui wspiera bezprzewodowe ładowanie Qi, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
Wzornictwo nowych Grado jest klasyczne dla tej formy: plastikowe, matowe obudowy, anatomicznie ukształtowane muszle, długie, zakrzywione membrany dźwiękowe. Jaskrawe diody LED w postaci litery G na płytach czołowych wydały mi się osobiście kontrowersyjną ozdobą, wyglądają zbyt krzykliwie. Myślę, że nie każdy chce, aby słuchawki świeciły w uszach. Obudowy są jednak prawie nieważkie, a dzięki odpowiedniej długości tuby dźwiękowej dopasowanie jest dla mnie idealne, musiałem tylko znaleźć małe poduszki na uszy z mojej kolekcji. Następnie GT220 wykazały się znakomitą izolacją pasywnego hałasu. Nie męczą, nie przeszkadzają i nie mają tendencji do wypadania podczas poruszania się. Ogólnie rzecz biorąc, daję jednoznaczne "kudosy" za ergonomię.

Interakcja i funkcjonalność

Jeśli chodzi o specyfikację, to do nowości nie mam prawie żadnych zastrzeżeń. Model ten otrzymał autorskie dynamiczne mikrodripy z 8-milimetrową przysłoną, Bluetooth w wersji 5.0, wsparcie dla kodeków aptX i AAC, podstawową ochronę przed wilgocią IPX4. Czas pracy na baterii na jednym ładowaniu jest przeciętny, około 6 godzin, ale z etui mamy w sumie 36 godzin. Wiem, że wiele osób uważa, że wygodniej jest ładować etui tak rzadko, jak to możliwe, a jednocześnie zapewnić słuchawkom maksymalną liczbę cykli ładowania. Jestem więc gotów pochwalić GT220 True Wireless za autonomię, Grado robi dobrą robotę.
Elementy sterujące w tym modelu są dotykowe, dość intuicyjne. Lewa słuchawka odpowiada za połączenia i komunikację z asystentem głosowym, prawa za odtwarzanie muzyki. Możliwe jest nie tylko przełączanie utworów, ale również regulacja głośności. Touchpad jest bardzo czuły na dotyk, minusem są częste fałszywe wyniki, plusem jest to, że można bardzo szybko naprawić to, co się tam przypadkowo zrobiło. Sygnały dźwiękowe i komunikaty głosowe są obecne, a słuchawki są równie wesołe, radośnie oznajmiając zarówno włączenie zasilania, nawiązanie połączenia, jak i jego utratę. Typowy audiofilski spokój.
Znane już modele GT220 są w stanie łączyć się automatycznie. Nawiasem mówiąc, obie słuchawki mogą pracować oddzielnie. Mikrofony wywoławcze nie są wzorcowe, ale ich jakość jest wystarczająca. I chciałbym zaznaczyć, że prezentacja dźwiękowa tego modelu już zaczęła się tutaj sprawdzać, gdyż głos rozmówcy podczas rozmów sam słyszałem doskonale, aż do najmniejszego szczegółu.
Jedynym mankamentem, jaki mogę wymienić w kontekście specyfikacji technicznej, jest obecność zauważalnego szumu w tle. Jeśli jesteś osobą drażliwą, może ci to przeszkadzać. Z drugiej strony, czułość słuchawek daje im duży zakres głośności, na pewno będziesz miał jej pod dostatkiem.


O dźwięku

Testy główne przeprowadzono na Astell&Kern A&Ultima SP2000, iBasso DX160 oraz iPhone 12 Pro.
Pismo Grado GT220 True Wireless jest otwarte, zwiewne i pełne wdzięku. Jego istotą jest jasność i ostateczny rozsądek, bez natrętnego ciepła i miodowej lepkości. Obraz charakteryzuje się przyjemną przejrzystością, słuchawki nie rozmywają tła i dobrze kontrolują każdy fragment, bez problemu można wsłuchać się w drobne niuanse, do tego nie trzeba przedzierać się przez szemraną zasłonę. Jednocześnie model wie, jak utrzymać tempo, włożyć energię w każdy zakres i zachować spójność, dzięki czemu muzyka przekazywana jest w sposób angażujący, emocjonalny i efektywny. Szybka, bogata w niuanse melodia tworzy specjalną, łagodną atmosferę, która delikatnie wciąga słuchacza.
W przeciwieństwie do starszych słuchawek Grado, które wyraźnie skłaniają się ku lżejszej stronie mocy, model TWS oprócz szczegółowej średnicy i rześkich tweeterów otrzymał również dość mocno napompowany bas. Jego charakter brzmieniowy określiłbym pewnie jako wciąż niemasywny, nadający się przede wszystkim do gatunków żywych, z możliwie najlepszą jakością nagrań, a osoby wrażliwe na jasność powinny zdecydowanie same przetestować GT220 przed zakupem, ale... Mimo to, jest to zauważalny krok w stronę zwykłych audiofilów, którzy nie są zanurzeni w zawiłościach ortodoksyjnej audiofilii. W zasadzie jest to idealne rozwiązanie dla sieci bezprzewodowych, nie sądzisz?

Jeśli chodzi o częstotliwości.

Bas jest dziarski, obszerny i odciążony. Zaskakująco, mają doskonałą głębię. Zwiększa się ciężar i gęstość, perkusja też jest nieco wymuszona, a schemat rytmiczny ma sprężystego kopa. Bas jest jednak nadal lekki, środek pasma jest oczyszczony, aby zrobić miejsce dla średnicy. Z drugiej strony, sub jest twardy, z wyczuwalną siłą i ciśnieniem. To oczywiście zależy od fana; mnie bas trochę znużył, biorąc pod uwagę bardzo podstawowe zróżnicowanie faktur, ale dodaje muzyce napędu, buduje solidny fundament, a niepotrzebny szum jest nieobecny dzięki przyspieszonemu tłumieniu.
Średnica jest przejrzysta, szybka i szczegółowa. Barwy są naturalne, ale nie stłumione, separacja instrumentów jest dokładna, a skala sceny jest niezła. Nuty mają odpowiednią długość, co dodaje wzruszającego piękna akustycznym kompozycjom. Z minusów: średnica charakteryzuje się pewną suchością, w okolicach górnego środka bywa jasna, a sam zakres jest postrzegany jako płaski, ale to ostatnie jest typowe dla każdego TWS-a, model po prostu nie maskuje tego nadmierną spójnością.
Wysokie częstotliwości są szybkie, uwypuklone i rozgraniczone. Wysokie tony są tak obecne, jak tylko pozwala na to kodek Bluetooth, a spektrum jest ciepłe i pełne wdzięku, bez brzdęku piłowania, co cieszy. HFphobes mogą nadal prawdopodobnie nie być z tego zadowoleni, ale reszta z nas powinna być.

O porównaniach

Rozpocznijmy nasz pojedynek flagowców wśród TWS.
Przebojowe słuchawki Sennheiser Momentum True Wireless 2 oferują obsługę kodeka aptX na wysokim poziomie, podstawową ochronę przed wilgocią IPX4, aktywną redukcję szumów ANC, tryb przezroczystości, funkcję inteligentnej pauzy, konfigurowalne sterowanie dotykowe, całkiem niezłe dopasowanie, absolutnie wzorcowy mikrofon do rozmów, 7 godzin na jednym ładowaniu i 28 godzin z etui. Brzmienie tego modelu jest aksamitne, gładkie i ciepłe, z masywnym, ważkim basem, bogatą, śpiewną średnicą i lekko zaakcentowanymi, ale komfortowymi wyższymi częstotliwościami. Własna aplikacja Smart Control posiada korektor dźwięku, dzięki czemu można samodzielnie dostosować charakterystykę brzmienia. Grado GT220 gra bardziej szczegółowo, lżej, bardziej technicznie, jest znacznie bardziej wymagający co do gatunków i jakości materiału niż Zenx, ale jego przekaz jest bardziej informacyjny, wyrafinowany i precyzyjny.
Drugi rywal TWS w segmencie premium, Devialet Gemini, ma szereg podobnych cech do Sennheisera - aptX, redukcję szumów ANC, tryb transparentny, ochronę przed wilgocią IPX4, ustawienia sterowania dotykiem w aplikacji. Jednak dopasowanie tych słuchawek było dla mnie osobiście mniej wygodne, sporadycznie zdarzały się problemy z połączeniem, a model ten jest słabo kompatybilny z odtwarzaczami Astell&Kern. Czas pracy na baterii jest również nieco skromniejszy: 6 godzin na jednym ładowaniu i 24 godziny z etui. Pod względem brzmienia Gemini jest jednak doskonale zrównoważony, neutralny, dość wszechstronny, z przyzwoitą rozdzielczością i wybitnie szeroką sceną. Barwy są niepodbarwione, a instrumenty nieco oddalone od słuchacza, co dodaje zwiewności i delikatności całemu obrazowi. Nie ma wyraźnych akcentów częstotliwościowych, a słuchawki są wszystkożerne gatunkowo. Ale są mniej angażujące niż Grado, trzeba wybrać według własnych upodobań.

Hidizs AP100