Recenzja RME Babyface PRO FS vs RME ADI-2 DAC FS - porównanie dwóch legend

image

RME to akronim, który budzi zaufanie w umysłach wszystkich osób związanych z audio. Firma zasłynęła ze swoich interfejsów audio, zajmując na rynku miejsce marki produkującej niezawodny sprzęt.

Mam ich DAC ze wzmacniaczem ADI-2 DAC FS, który sprawił, że niejeden audiofil, który nie brał pod uwagę profesjonalnego segmentu, uginał łokcie, oraz niepowtarzalny interfejs Babyface PRO FS, który niezawodnością, jakością i poziomem dźwięku zdobył zaufanie profesjonalistów.

Opakowania i pakowanie

Opakowanie bez zbędnych ozdobników i połysku - wszystko odpowiada profesjonalnej orientacji, w której pudełka z pieczonego dębu i obfitość akcesoriów nie są mile widziane.

W pudełku RME ADI-2 DAC FS, pod tekturową okładką z poligrafią, oprócz samego DAC-a znajdziemy:

  • - zasilanie zewnętrzne
  • - Kabel USB Typ-B do połączenia z komputerem
  • - pilot zdalnego sterowania
  • - ręczny

RME Babyface PRO FS posiada pełną funkcjonalność:

  • - ochronna walizka transportowa z twardego tworzywa sztucznego
  • - Kabel USB-B do USB-A
  • - Kabel połączeniowy MIDI

A do tego dochodzą jeszcze pojedyncze pozycje Babyface 'a, które warto poznać. Skrzynia transportowa jest solidna i będzie w stanie ochronić nie tylko przed naciskiem, ale także, być może, przed upadkiem z wysokości człowieka. Ma jednak jedną wadę, która jest jednocześnie zaletą - zatrzaski, których nie da się otworzyć bez urwania połowy palca. Z jednej strony daje to dodatkowe punkty do skarbonki niezawodności, ale z drugiej strony ergonomia mogła być lepiej przemyślana, gdyż podczas częstego transportu zatrzaski szybko stracą swój pierwotny wygląd, a być może i funkcjonalność. Będziecie je otwierać wyłącznie obcymi przedmiotami, a to nie jest dobre dla tworzywa sztucznego. Jednocześnie niewielu producentów wyposaża swoje interfejsy w takie etui, więc jest to niewielka wada.

Kabel w kształcie litery L ma również dwa końce. Jeden z nich to minus względnej przyzwoitości, a drugi to gruby plus, bo takie połączenie jest wygodniejsze niż bezpośrednie, a w profesjonalnych sytuacjach nagraniowych ważne jest, aby kabel zagłębił się w obudowie, nie pozwalając na przypadkowe wyskoczenie lub poluzowanie gniazda USB.

I, moim zdaniem, niezwykle korzystnym rozwiązaniem jest zastosowanie adaptera MIDI. Powoli odchodzi do historii, ustępując miejsca USB, więc rezygnacja z dużego wejścia, które powiększa obudowę, ale jest pożądane przez coraz mniejszą liczbę użytkowników, jest doskonałym rozwiązaniem. Jednocześnie producent nie pozbawia Cię możliwości podłączenia narzędzi pracy według własnego uznania, co nie może nie budzić sympatii.

Projektowanie i łączność

Nawet bez podłączania RME ADI-2 DAC FS, już zaczynasz się nim cieszyć. Oczywiście tylko jeśli jesteś zwolennikiem studyjnego minimalizmu, bo urządzenie nie jest naszpikowane detalami i wizualnymi odpryskami. Nierzucająca się w oczy czarna obudowa oferuje tylko kilka atrakcyjnych szczegółów: mały kolorowy wyświetlacz i wskaźnik świetlny wokół przycisku zasilania. Dioda LED świeci tylko w dwóch kolorach: czerwonym, gdy urządzenie jest wyłączone, ale podłączone do zasilania sieciowego, oraz białym, gdy DAC pracuje. Główną sztuczką jest wyświetlacz, a raczej to, co on pokazuje.

Przedni panel zawiera, oprócz ekranu i przycisku zasilania, pokrętło głośności, przyciski służące do nawigacji w menu urządzenia oraz dwa wyjścia słuchawkowe, za co specjalne podziękowania. Większość producentów nie zawraca sobie głowy takimi rzeczami, ale RME wie, że przejściówki psują dźwięk i że do niskoimpedancyjnych słuchawek dousznych trzeba dostarczyć mniej prądu niż do studyjnych, pełnowymiarowych słuchawek z jackiem 6,3. Dla niektórych może się to wydawać mało istotnym szczegółem, ale dla mnie osobiście, jako posiadacza kilku par monitorów, jest to bardzo ważny parametr. Nie wszystkie modele słuchawek są wrażliwe na podłączenie przez przejściówkę, ale chyba dla każdego jest oczywiste, że lepiej słuchać muzyki bez niej, nawet z bardzo wysokiej jakości.

RME Babyface PRO FS ma mniej więcej taką samą historię z ergonomią i designem - wszystko jest zmontowane i spasowane idealnie, korpus interfejsu jest wykonany z aluminium. Regulacja głośności jest płynna, a do dyspozycji mamy dwa osobne wejścia - pełnowymiarowe i kanałowe. Dwa wejścia instrumentalne, dwa wejścia mikrofonowe XLR, wyjścia monitorowe, USB-B, MIDI, zasilanie pomocnicze, blokada Kensington i, co najlepsze, ADAT dla zwiększenia ilości kanałów nagrywania. Wszystkie życzenia użytkownika są brane pod uwagę, tak że nic więcej nie można sobie życzyć.

Sygnalizacja poziomu sygnałów przychodzących i wychodzących odbywa się w postaci słupków, podzielonych na osobne segmenty, co czyni ją niezwykle czytelną i estetyczną. Na spodzie obudowy znajduje się również przełącznik +19 i +4dB, który umożliwia bezpośrednie zmniejszenie poziomu sygnału wyjściowego w celu uniknięcia przesterowania.

Sterowniki i oprogramowanie

Ergonomia ADI-2 DAC FS nie jest najlepsza, ponieważ wszystkie funkcje sterujące są wykonywane za pomocą dwóch klikalnych pokręteł, ale kiedy już się do tego przyzwyczaisz, nie będzie to już stanowiło problemu, kiedy opanujesz obsługę i zdasz sobie sprawę, że twój DAC jest wyposażony w funkcje, o których nigdy nie myślałeś, przeglądając urządzenie. Kontrola częstotliwości, korekcja, balans, precyzyjne dostrajanie do plików DSD i najfajniejsza część - legendarny crossfeed. Chciałem wypróbować tę funkcję od dawna, a konkretnie od dnia, w którym usłyszałem o wzmacniaczach słuchawkowych SPL Phonitor, równie legendarnej marki. Jedną z głównych cech ich urządzeń jest możliwość krzyżowego podawania sygnału do kanałów słuchawkowych, symulując słuchanie muzyki z głośnika stacjonarnego.

W takich sztuczkach chodzi o to, aby móc słuchać nagrania tak, jak brzmiałoby ono nie w słuchawkach, ale z pełnowymiarowego głośnika, częściowo miksując sygnały z lewego i prawego kanału. Można by się zastanawiać, po co to komu, skoro zdecydowana większość producentów kładzie nacisk na "fizyczną separację kanałów", produkując urządzenia z połączeniami zbalansowanymi. Kto by pomyślał, żeby pójść w przeciwnym kierunku i zanieczyścić kanały?

Faktem jest, że kiedy słuchamy muzyki z głośników, dźwięk z prawego kanału nie trafia w izolacji do prawego ucha, ale częściowo również do lewego i odwrotnie. W słuchawkach natomiast słyszymy tylko jeden kanał, bez wmieszania innych kanałów. Jest to bardzo kontrowersyjna, ale interesująca technologia, ceniona przez inżynierów dźwięku jako najbardziej przenośna, choć nie pełnowartościowa, opcja miksowania nagrań.

I jak się okazuje, do użytku konsumenckiego jest to funkcja, której nie potrzebujesz do niczego. Z pewnością usłyszysz różnicę, kiedy przełączasz się między crossfeedem a normalnym odsłuchem, ale nie jest to cecha, która poprawia dźwięk, czyniąc go bogatszym, żywszym lub, odwrotnie, bardziej suchym. Tak więc z punktu widzenia zwykłego użytkownika, który nie pracuje z dźwiękiem - jest to rzecz bezużyteczna, ale z punktu widzenia profesjonalisty, który wie gdzie i jak będzie z niej korzystał - wystarczający powód, by zapłacić za jej obecność. Podobna funkcja została jednak zaimplementowana w słuchawkach Crosszone CZ-1.

Co jednak odróżnia drogi interfejs audio od taniego? Tak jest, nazwa producenta. Ale tak naprawdę nie, drogi producent włoży do swojego interfejsu wysokiej klasy przetworniki, wzmacniacze, płytki i wzmocni to wszystko oprogramowaniem, bez którego nowoczesne urządzenia nie są warte złamanego grosza. RME posiada własne oprogramowanie TotalMix FX, które działa na wierzchu Twojego DAW i kontroluje główne parametry interfejsu, będąc jednocześnie sterownikiem, który w pełni odblokowuje wszystkie funkcje RME Babyface PRO FS.

Dźwięk

Obydwa urządzenia brzmią niesamowicie, bez przesady. To prawdopodobnie jedne z najbardziej szczegółowych i najlepiej brzmiących monitorowo przetworników DAC na rynku, w swoich segmentach cenowych. Jedyna różnica polega na tym, że RME Babyface PRO FS jest interfejsem audio służącym do nagrywania i odtwarzania dźwięku, natomiast ADI-2 DAC FS jest przeznaczony wyłącznie do odsłuchu.

Babyface , ze względu na swoją wszechstronność, jest bardziej odpowiedni do pracy, ale to nie znaczy, że nie może być używany jako oszałamiające źródło informacji. Sam bym tak wolał, bo od czasu do czasu zajmuję się nagrywaniem i rzadko słucham muzyki w domu na pełnowymiarowych systemach, preferując słuchawki.

Jeśli jednak posiadasz coś poważniejszego niż średniej klasy monitory studyjne - Twój wybór padnie na ADI-2 DAC FS . Starszy model ma lepszą charakterystykę obwodu wzmacniacza i znacznie lepiej radzi sobie z systemami głośników Hi-Fi, które wymagają takiego wzmocnienia. Pod względem ergonomii ADI-2 nadaje się raczej do roli centrum stacjonarnego systemu audio, co sugeruje dołączony do niego pilot zdalnego sterowania. Daje bardziej szczegółowy obraz dźwiękowy, mimo że Babyface jest już bardzo treściwy.

Jeśli, tak jak ja, wolisz słuchać na słuchawkach, Babyface jest bardziej praktyczną opcją, ze względu na niższą cenę. Wyjścia słuchawkowe dają podobny dźwięk, więc pod tym względem ADI-2 nie jest lepszy od podstawowego modelu RME.

Aby zrozumieć, z czym mogą współpracować urządzenia od niepowtarzalnej niemieckiej marki, poniżej prezentujemy listę sprzętu, z którym testowani byli bohaterowie recenzji.

Monitory bliskiego pola:

  • - Neumann KH 80 DSP A G
  • - Presonus Eris E5 XT.

Monitory Presonusa naprawdę się otworzyły, przesuwając swoje granice w zakresie budowania sceny i przestrzenności, o czym możecie przeczytać w naszej osobnej recenzji.

Pełnowymiarowe słuchawki:

  • - Audeze LCD-XC
  • - Sennheiser HD 600
  • - Beyerdynamic DT 1990 PRO

Słuchawki wewnątrzkanałowe:

  • - Ambient Acoustics MAD6
  • - Astell&Kern Layla AION
  • - 64 Audio Nio

Przetworniki C/A są tak wszechstronne, jak tylko się da, dając Ci odniesienie dźwiękowe, do którego możesz porównać jakość komponentów Twojego systemu audio. Żadne słuchawki nie stanowiły problemu, a RME Babyface PRO FS wycisnął wszystko zarówno z armaturowych dousznych, jak i niezwykle wymagających Audeze i Sennheiserów pełnozakresowych.