IBasso DX200. Sabre - to brzmi dumnie!

image

Tak się składa, że trendy w audio, zwłaszcza w designie, wyznaczają głównie AK, zaś wszyscy inni, nawet gdy próbują zrobić coś oryginalnego, są tak nieoryginalni, że miło byłoby mieć buddyjski spokój i wytrzymałość, aby podołać temu koronnemu osiągnięciu audiofilskiej inżynierii. Ale nie wszystko jest takie złe na tym świecie i niektórzy producenci pomału zaczynają rozumieć, że audiofil nie powinien cierpieć - przynajmniej nie musi, co więcej, jest gotów zapłacić duże pieniądze za przyjemność, a nie cierpienie.

Do takich firm należy chiński (japoński?) iBasso, który swego czasu zasłynął odtwarzaczem DX100, zbudowanym według wszelkich kanonów przenośnego audio. Świat jednak nie stoi w miejscu i z okazji jubileuszu firmy, producent postanowił uraczyć nas nowym odtwarzaczem - iBasso DX200. Technologia bezprzewodowa, nowy Android, usbc, dwa Sabre jako DAC i wymienne moduły wzmacniaczy zdecydowanie brzmią świetnie, nie tylko na prezentacji, ale i w rzeczywistości.

Nie bez powodu wspomniałem o AK na początku artykułu - design zawodnika przypomina ten z Korei - nie na poziomie plagiatu, ale bardziej na poziomie aluzji. Jednak nawet pudełko, które otwiera się po przekątnej i mieści w sobie tackę z samym odtwarzaczem, dostraja do technofilskiego nastroju.

Akcesoria są tradycyjnie obfite - nie będę opisywał całego rozrzutu, osobno wspomnę tylko o dobrej jakości kablu do ładowania i transferu danych w materiałowym oplocie, tradycyjnym ładunku grzewczym (tak, producent zaleca rozgrzanie odtwarzacza przed użyciem. Co tam może się zmienić, na pewno nie wiem, ale podobno trzeba go rozgrzać, choć ja tego nie robiłem), oraz etui. Jest skórzany, dobrze wyglądający, dość wygodny i solidny. Ponad rok użytkowania jak na razie bez zarzutów - no, poza małą rozbieżnością w szerokości wycięcia na jacka w przypadku korzystania ze wzmacniaczy z jackiem 4,4 i odpowiednim autorskim adapterem na 2,5 - sama krawędź pokrywy zakleszcza się z jackiem. Nie, żeby to był prawdziwy problem - raczej drobny kłopot. W przypadku stosowania wzmacniaczy z innymi złączami i dopasowanymi jackami nie ma problemu. Nie wiem jak będzie z kablem 4,4 jack, nie miałem okazji spróbować. Tak czy inaczej, w porównaniu z sytuacją, w której większość producentów próbuje zarobić w najlepszym wypadku pół stówki, taka troska o kupującego (i o odtwarzacz) jest zdecydowanie pozytywna.

Jeszcze o zawodniku. Jego rozmiar jest dobry - dla mnie jest to punkt, w którym urządzenia przenośne przestają być przenośne. Gdyby był nieco większy, to chyba bym go nie zniosła. Z drugiej strony za dźwięk trzeba zapłacić - w tym przypadku nie tylko pieniędzmi, ale i rozmiarem. Poręczny "panel sterowania" z dedykowanymi przyciskami i kółkiem do regulacji głośności. Wypukłość przycisków nad panelem jest dla mnie trochę za mała - jeśli odtwarzacz jest w kieszeni, to nie jest tak łatwo znaleźć potrzebny przycisk. Globalnie jest to chyba jedyna wada w tym wszystkim, bez wątpienia, sprytna ergonomia. Dlatego podziękowałem firmie za to, że ten panel można odkręcić, dlatego wybrałem inne przyciski. Wyszło bardzo dobrze. Pokrętło głośności jest przyjemnie zwarte i równomiernie wyczuwalne, bez fałszywych kliknięć, pożądaną głośność można ustawić zawsze za pierwszym razem. Czasami przypadkowo dotykałem kółka zanurzając odtwarzacz w kieszeni, ale nigdy nie dodawało to więcej niż jeden punkt do głośności. Oczywiście o jakimkolwiek grzechotaniu i luzie nie ma mowy, pod tym względem, w porównaniu z poprzednim flagowcem, zmiany są oczywiste. W dłoni leży wygodnie, tylna ścianka wykonana jest z chropowatego materiału, nie zdziwię się, jeśli jest to aluminium - większość odtwarzacza jest z niego wykonana, poza szklanym ekranem i niewielkim plastikowym obszarem na oparciu - co jest zrozumiałe, połączenie bezprzewodowe musi przez coś przechodzić. Wszystkie części pasują do siebie idealnie, nie ma żadnych szczelin ani prześwitów. Czego, niestety, nie można powiedzieć o niektórych wzmacniaczach wymiennych. Ten sam amp2 usiadł pozostawiając niewielką szczelinę, której nie dało się w żaden sposób wyeliminować.

Co do kontroli. Producenci w końcu zdali sobie sprawę, że nie ma co się ścigać ani dla siebie, ani dla konsumentów i zwrócili uwagę na Androida. Szczerze mówiąc nie rozumiem krytyków tego podejścia - nawet biorąc pod uwagę, że "Android zjada baterię", zjada każdy inny system operacyjny, a na co to komu - jestem skłonny zapłacić godzinę czasu pracy na baterii za odpowiednie sterowanie. iBasso myślał mniej więcej tak samo. Android w odtwarzaczu jest dość paprykowy, poręczny i przyjemny. Z tego co wiem, twórcom udało się pracować z dźwiękiem bezpośrednio przez klucz sprzętowy, omijając Androida, więc tak naprawdę jest to tutaj tylko poręczna powłoka. Słyszałem skargi, że nie ciągnie YouTube'a i tego typu rzeczy, ale jeśli nie próbujesz wziąć udziału w wyścigu Formuły 1 na marsjańskim łaziku i używasz odtwarzacza zgodnie z jego przeznaczeniem, wszystko jest więcej niż w porządku. Na początku były pewne problemy ze sterowaniem, ale wraz z wypuszczeniem nowego firmware (i dzięki staraniom znanego forumowicza) stabilność odtwarzacza jest nienaganna. Tak bardzo, że - wyobraź sobie - nie wyłączam go. W ogóle. Samoczynnie wyłącza się w tych rzadkich przypadkach, gdy zabraknie mu mocy. W przeciwnym razie, gdy jest włączony, przez noc znika około 2% ładunku baterii. Czyż to nie cud? Z drugiej strony używam go również jako odtwarzacza i tylko - nawet jeśli nie na stockowym Mango.

O dźwięku. Gracz oferuje uczciwe boisko, bez zmiękczania i upiększania, aby dopasować się do gustów użytkownika. Jeśli nagranie jest złe, odtwarzacz to pokazuje. Jeśli nagranie jest złe, to to słychać. Ale jeśli zadbasz o dobre nagranie, efekt może być zdumiewający.

Bas jest bezbłędny w szybkości, fakturze i definicji, pozbawiony akcentów i cech charakterystycznych - jest dokładnie taki, jak w nagraniu, czyli może być zarówno tłusty, jak i suchy, miękki otulający i twardy jak skała. Ogólnie jednak opisując ten asortyment, chciałabym powiedzieć, że jest on bardziej suchy niż tłusty. Rozciągnięcie dołu jest po prostu piekielne, ale obecność subbasu nie jest zaznaczona tam, gdzie nie jest potrzebna, więc płyta brzmi całkiem naturalnie. W sumie każda szybka perkusja, najdziksze połączenie żywych i elektronicznych instrumentów, udaje się odtwarzaczowi znakomicie. Precyzyjny, perkusyjny, dobrze zdefiniowany. Brzmienie instrumentów jest zakreślone, dobrze zachowując swoją wielkość i lokalizację.

Również średnica jest nienaganna. W dzisiejszych czasach dość trudno je spieprzyć, choć faktem jest, że są. Jednocześnie mają niesamowitą cechę oddawania wszystkich niuansów nagrania. Często podkreślają średnie częstotliwości, wokal, główną część, wypychając ją nieco do przodu, w stronę słuchacza. Ale są nagrania, które tego nie robią, bo większość sprzętu podkreśla też te momenty. Skupiasz się więc na wokalach lub głównym instrumencie. iBasso nie poszło utartą ścieżką, co pomogło im wydobyć słodki punkt w średnicy. Jeśli wokale nie są zaakcentowane w nagraniu, usłyszysz to, a także wszelkie efekty, takie jak stopniowe przybliżanie głosu czy overdubbing. Albo usłyszysz takie rzeczy jak śpiewanie obok mikrofonu. Nie trzeba dodawać, że wierność barwowa i emocjonalna jest znakomita.

HF nie został stłumiony ani zawoalowany, zawodnik podaje ten zakres dokładnie taki, jaki jest, bez upiększeń. Ilość wysokich tonów też jest dobrze dobrana, nie za dużo, ale i nie za mało. Dlatego dla osób przyzwyczajonych do komfortowego brzmienia może być zbyt ostry. W rzeczywistości ma świetny atak i wygaszanie, odtwarzacz jest tak samo krytyczny wobec tego zakresu jak reszta i z równą precyzją i skrupulatnością odtwarza wszystkie niuanse płyty.

Scena jest wystarczająco szeroka, jej granice nie są odczuwalne, bardziej na szerokość niż na głębokość, ale oczywiście na jazzowych nagraniach kameralnych muzycy nie są rozdmuchiwani po całym stadionie. Tak czy inaczej, znów wracamy do nagrania. Odtwarzacz ma dobrą separację planów, jest wiele gradacji między pierwszym a drugim planem, płótno muzyczne jednocześnie pozostaje całe i nie traci na atrakcyjności.

Co do mocy, to zależy od modułu wzmocnienia, ale na prawie każdym, nie będzie problemów z otwarciem słuchawek - oczywiście jeśli nie są to jakieś ciasne izodynama, które są przepisane stacjonarnie.

Hidizs AP100