Recenzja słuchawek TFZ Series 7. Hybrydy dla entuzjastów basu.

image

Dlatego dziś podzielę się wrażeniami z użytkowania flagowego modelu TFZ. Jakiś czas temu recenzowałam trzy starsze modele tej marki i zastanawialiśmy się, czy produkty Pachnącej Cytryny są warte pochlebnych recenzji, które zewsząd szczodrze do nas spływają. Osobiście mój werdykt był umiarkowanie pozytywny, słuchawki nie zawiodły, ale też nie zaskoczyły. A teraz mam w rękach pięciokierunkową hybrydę o bardzo kuszącej prezentacji i bardziej niż konkurencyjnej cenie. Proponuję więc, byście razem ze mną jeszcze raz posłuchali ich audiofilskiego grania na cytrze.

Pakowanie, opakowanie, wygląd

Słuchawki są dostarczane w solidnym kwadratowym pudełku. Nie jest to rekordowa wielkość, ale wizualnie wydaje się atrakcyjna. Z akcesoriów otrzymujemy kompaktowe plastikowe etui oraz 7 par silikonowych końcówek dwóch rodzajów, z wąskim i szerokim rdzeniem. Być może w tym segmencie należało dorzucić piankarzy i jakiś skromny adapter, ale niestety.
Z drugiej strony konstrukcja słuchawek była naprawdę fajna. Obudowy są metaliczne, jasnosrebrne, linie gładkie i staranne, półki anatomicznie wygięte, a płyty czołowe jakby ziarniste. Gdybym miał wybrać model, który miałbym podarować w prezencie, Siódemka byłaby w sam raz. Ogólnie rzecz biorąc, lubię, gdy słuchawki mają wytłoczony wzór. Dopasowanie jest niezwykle wygodne, a obudowy prawie nie wystają z uszu, choć są dość duże. Noszenie ich pod czapką nie stanowiło problemu.
Bardzo fajny jest też dołączony kabel. Jeśli kiedykolwiek słyszałeś, że grube przewody audiofilskie są określane mianem boa constrictor, możesz być pewien, że właśnie taki rodzaj boa constrictor czeka na Ciebie w tym miejscu. W tym sensie, że gumowa izolacja kabla jest wykonana tak, aby wyglądała jak matowa skóra węża. Sam jest potulny, mocny i nie ma tendencji do plątania się. Materiał to posrebrzana miedź. Złącza są dwubiegunowe, z zagłębionymi widełkami i podniesionymi gniazdami. Należy o tym pamiętać, jeśli nagle postanowisz poszukać kompatybilnego przewodu do modernizacji.
Informacje o emiterach. Jak już wspomniałem, Siódemki są pięciokołowcami, choć w sensie logicznym jest to nieco zaskakujące. Producent stworzył standardowy schemat dla takich hybryd: 4 mocowania Knowles i 1 sterownik. Nie będziemy zgadywać, jakie są sterowniki, lepiej przejdźmy do opisu dźwięku.


Wydajność i kompatybilność

  • - Charakterystyka częstotliwościowa: 5 Hz do 40 kHz;
  • - Czułość: 109dB
  • - Impedancja: 17 Ohm.

Mamy klasyczną wersję Hi-Res. Model nie jest zbyt istotny dla huśtawki, można jej słuchać nawet za pomocą smartfona. Jednak w przypadku niektórych źródeł szum tła jest zauważalny, dlatego w razie potrzeby zalecam użycie tłumika.

O dźwięku

Główne testy przeprowadzono z odtwarzaczami Questyle QP1R, QLS QA361 i Astell&Kern A&Ultima SP2000.
Przede wszystkim mamy przed sobą model basshead. Mamy tu klasyczny charakter w kształcie litery V, górne częstotliwości są akcentowane bardzo umiarkowanie, ale bas wcale nie jest umiarkowany. Wręcz przeciwnie, walą jak szalone, na ciężkich gatunkach nie sposób nie zastanawiać się, skąd w tak małej, smukłej obudowie bierze się tyle szaleńczej mocy. Jeśli jesteś miłośnikiem basu, ale z jakiegoś powodu preferujesz pełnowymiarowe głośniki kanałowe, ten model z pewnością nie pozostawi Cię obojętnym. Z drugiej strony, podejrzewam, że nigdy jej nie odłożysz, jeśli kiedykolwiek wyjmiesz ją, aby wypróbować.
Jednak osobiście nie odnoszę się do basistów, a realizacja wydawała mi się zbyt ciężka i stłumiona. Nie mogę jednak nie wspomnieć, że dzięki realistycznemu odrzutowi basu i żywej głośności instrumentów, całość sprawia wrażenie poważnej i dojrzałej. Taki urok można nazwać kontrowersyjnym, ale i tak jest to atrakcja, która zdobywa uznanie. W porównaniach z lżejszymi słuchawkami, nawet jeśli ich dźwięk wygrywał pod względem rozdzielczości, słuchawki Series 7 zawsze wydawały się nieco "hi-fi".
Rozpoczynając omawianie częstotliwości, dochodzę do wniosku, że wszystkie epitety, jakie recenzenci zwykle wybierają do opisania basu, będą tu na miejscu. Perkusyjny, uderzający, szybki, głęboki, toczący się bas. Jeśli temat muzyczny dotyczy masywnego kręgosłupa, to wychodzi bardzo kolorowo i pięknie. Jeśli jednak gitara akustyczna lub irlandzkie skrzypce nagle otrzymają wymuszony, dudniący bas, efekt będzie niewielki.
Średnie tony są zebrane i zaskakująco ładnie uszczegółowione, ale bardzo brakowało mi czytelności. Niższe tony średnie są odsunięte do tyłu, a górne nie są wyraziste ani natarczywe. Dźwięk jest miękki i otulający, scena jest szeroka i głęboka, wymyślone instrumenty są odpowiednio rozmieszczone, barwy są neutralne.
Wysokie tony są suche, ale rozdzielczość jest całkiem dobra. Ponadto grają komfortowo i żywo, co jest warte ceny tego modelu. Kliknięcia są wyraźne i świszczące. Nie sądzę, by wysokie tony zaczęły ranić czyjeś uszy, ale na wszelki wypadek ostrzegam, że słuchawki wiedzą, jak pryskać dzwoniącymi, iskrzącymi nutami.