Recenzja kostki Astell & Kern Kann Cube - Yes We Kann!

image

Kiedy trzymasz w rękach bohatera dzisiejszej recenzji, zdajesz sobie sprawę, że nadszedł czas, aby wprowadzić osobną podkategorię urządzeń - odtwarzacz nieprzenośny. Nie, no cóż, żadne inne myśli nie przychodzą do głowy w pierwszych sekundach znajomości. Pół kilograma szkła i metalu. Pół funta dźwięku.

Astell & Kern, wydając wcześniej Kann, po raz kolejny udowodnili powiedzenie "W rodzinie są brzydcy ludzie" (moim skromnym zdaniem dotyczy to nie tylko wyglądu grającego). Próbując się zrehabilitować, Kann Cube, choć obdarzony duszą Quasimodo jak jego poprzednik, został jednak otoczony troską i opieką działu projektowania urządzeń (o ile w AK coś takiego w ogóle istnieje), uczesany i wypolerowany. Na swój sposób. Nie planowałem we wstępie pisać o wyglądzie zawodnika, ale cóż innego można napisać, patrząc, a w dodatku trzymając w rękach kostkę AK Kann Cube?

Oprócz wyglądu przerobiono także wnętrze - teraz za część cyfrową odpowiada para energochłonnych i wściekłych ESS9038PRO, a wyjście zbalansowane przy dużym wzmocnieniu dostarcza 12 V. Nieźle!

Opakowania, wzornictwo, ergonomia

Opakowanie jest dość kompaktowe, nie spodziewasz się, że z takiego normalnego ("Co jest normalne?") pudełka wyjdzie coś normalnego. Spodziewałeś się, że odtwarzacz przyjdzie w pudełku spod starego telewizora lampowego. Albo spod pralki. Ale nie, jest to dobrze znane czarne pudełko z super pokrywą, która otwiera się jak książka. Odtwarzacz jest umieszczony w głębi miękkiego wypełniacza i przykryty analogowym nośnikiem informacji marketingowej (czyt. kartonem z tekstem). W drugiej połowie "książki" skromnie czai się kilka prostych elementów kompletnego zestawu - kabel USB-C, folia ochronna i osłona na gniazdo karty pamięci (tutaj producent nie był skąpy i umieścił dwie takie karty!). Zestaw dostawczy pozostawia wiele do życzenia. I nie chodzi tu o brak etui, ale o brak etui na pasek lub innej torby do ewentualnego przenoszenia odtwarzacza wraz z właścicielem. Jeśli oczywiście właściciel odważy się wyruszyć w drogę z Kann Cube. Pisząc recenzję Continental Dual Mono, przez tydzień jeździłem z nim wszędzie (z Hiby R3 jako źródłem). A bohater tej powieści słuchał tylko w domu.

Nie powiedziałem jeszcze wszystkiego o projekcie. Nie wiem, co zainspirowało twórców Cube'a, ale bardzo kojarzy mi się on z Nostromo - statkiem kosmicznym z filmu "Obcy". Ogólnie rzecz biorąc, design można określić jako surowy, futurystyczny i ascetyczny. Ostre krawędzie tylko podkreślają technologiczny charakter urządzenia. Nawet przyciski pasują do ogólnej filozofii wzornictwa - surowej, technokratycznej, minimalistycznej. Kontrastuje z tym wszystkim koło głośności - jest duże, ma ładne wypukłości sprzęgła i mimo że logiczniej byłoby zobaczyć tu koło w stylu FiiO, doskonale uzupełnia ten projekt w stylu "kubizmu na popiołach postmodernizmu". Odtwarzacz ma również ściętą krawędź. Cały przód. Nie jest ona po prostu równoległa do pleców. Jest to ledwo zauważalne, ale najwyraźniej twórcy chcieli coś powiedzieć. Ale co?

Innym elementem przyciągającym uwagę jest liniowe 5-pinowe wyjście xlr, umieszczone w górnej części lewego końca urządzenia. Wskazuje to na fakt, że jest to również wysokiej jakości przedwzmacniacz źródłowy i przedwzmacniacz domowego systemu stereo. Ponadto, aby podkreślić elitarność urządzenia, nie zostało ono wyposażone w standardowe wyjście liniowe, więc nie mogliśmy go wypróbować w tej roli: po pierwsze, potrzebny jest firmowy kabel, a po drugie, wzmacniacz z połączeniem zbalansowanym. Niestety, ani pierwsze, ani (co jeszcze bardziej przykre dla mnie) drugie nie było dostępne.

Ergonomia odtwarzacza jest fatalna. To NIE jest przenośny odtwarzacz. Jest to przenośne urządzenie stacjonarne. Można go zabrać ze sobą w długą podróż pociągiem (chociaż po dwóch dniach jazdy tam i z powrotem na trasie Chersoń - Lwów - Chersoń wolałbym zabrać kolejną butelkę koniaku niż Cube), a także w długi lot samolotem. Jednak idealnym miejscem dla gracza jest dom. Chyba że chcesz rozerwać sobie kieszenie i zaszokować otoczenie. Chociaż jako opcja aktywności fizycznej jak najbardziej tak.

Dźwięk

Odtwarzacz z wielką starannością dopracowuje szczegóły i niuanse nagrania w całym zakresie, szczególnie skrupulatnie pracując nad skrajami pasma. Dźwięk jest neutralny i chłodny, ale nie staje się suchy i pozbawiony życia dzięki charakterystycznej jasności w zakresie średnich tonów, przypominającej górski strumień, który jest szybki, krystalicznie czysty i potrafi rozpalić rozgrzane ciało.

Scena jest zadziwiająco trójwymiarowa. Rozciąga się od A do Z i sięga "poza niebo". W zależności od słuchawek można uzyskać efekt od dobrego do znakomitego (w niektórych miejscach holografia i opracowanie obrazów z CA Solaris SE było niesamowite), dlatego nadal gorąco polecam słuchawki z przestrzennym dźwiękiem, zdolne pokazać pełny potencjał Cube'a.

Głośniki niskotonowe są głębokie i szczegółowe. Charakteryzują się one wysoką rozdzielczością, doskonałą obsługą ataków i zaników. Odtwarzacz wiernie odtwarza uderzenia werbla lub bębna typu kick. Cała sekcja rytmiczna jest "czytelna" i słyszalna, basy są naturalne i nie przytłaczające, bez prób wpompowywania syntezatorów, aby wywołać efekt "wow" i wprawić słuchawki w drgania. Bas jest wyrazisty, o wyraźnej fakturze. Jeśli Twoje słuchawki mają chmielowy i pozbawiony napięć bas, odtwarzacz podkreśli to i zapewni prawdziwie królewski bas. Jeśli MrSpeakers Aeon Flow otwarte mają bardziej miękki i komfortowy dźwięk, w tym bas, to właśnie to słyszymy na Cube, ale z CA Andromeda i Solaris SE sytuacja jest inna - bas jest szybki, a bez uszczerbku dla jego głębi każda nuta jest zarysowana i wypełniona należną jej masą.

Pantera - Spacer

Utwór z płyty "owłosiona młodość". Na uwagę zasługuje fragment podczas solówki gitarowej. Tyle że nasza uwaga skupia się nie na solówce Dimebaga Darrella (choć sama w sobie jest niezrównana), lecz na partii basu w tle. Nisko brzmiąca gitara basowa nie zlewa się z tłem bębna basowego, jej partia jest pewna siebie i czyta się ją jak na partyturze.

W części środkowej pojawiają się nuty charakterystycznej dla Astellandkern kolorystyki. Lekko stapiane, z odrobiną muzykalności i emocjonalności, jednak bez odrobiny szczegółowości ukrytej na rzecz ogólnej dynamiki. Te średnie częstotliwości podnoszą stopień naturalności o kilka jednostek więcej. W porównaniu z urządzeniami, które próbują rozłożyć kompozycję na atomy, jest ona bliższa brzmieniu prawdziwych instrumentów w zespole. Przy tak średnich częstotliwościach można wybaczyć wszystko, nawet rozmiar i cenę.

Metallica - Creeping Death

Gitara rytmiczna Hetfielda brzmi jednocześnie z właściwą tej płycie agresją dzięki doskonałemu dopracowaniu szczegółów, ale jednocześnie ta pewna gładkość i płynność gamy staje się czynnikiem ujmującym. W tym miejscu łapię się na tym, że myślę, iż utwór demo jest znowu z moich nastoletnich lat, chociaż nawet do dziś Ride the Lightning jest moim pierwszym albumem, na którym się wyładowuję.

Wysokie tony mają świetną rozdzielczość, a odtwarzacz zgrabnie operuje atakiem i wygaszaniem, wydobywając wszystko, co zostało "uchwycone" w nagraniu. Jest wzorcowo szczegółowy - choć generalnie charakteryzuje się wysoką szczegółowością, brakuje mu zadziorności, którą producenci często ukrywają niektóre niedociągnięcia w rozdzielczości urządzeń. Przesycone barwami utwory lśnią kolorami, ale dzięki tej technicznej gładkości (tak to nazwijmy) nie przeciążają słuchawek ani słuchacza. Nie trzeba dodawać, że każdy instrument ma swoje własne miejsce na płótnie, namalowane przez Cube'a, doskonale oddaje warstwowość i nie tworzy grzybów.

Really Don't Care - Vintage Motown - Style Demi Lovato Cover ft. Morgan James

Nie wiem, dlaczego tak bardzo podoba mi się ten utwór PMJB, może z powodu motywu przewodniego, może z powodu faceta z tamburynem. Boże, chciałbym tak bardzo kochać to, co robię! Wśród wszystkich dźwięków i wstrząsów wtórnych to właśnie tamburyn zapisuje w mózgu słuchacza wiadomość drobnym pismem - "I really don't care". Doskonała separacja, szczegółowość, a jednocześnie komfortowe brzmienie bez odrobiny szorstkości i ostrości w zakresie częstotliwości.

Odtwarzacz jest tak bezwzględny wobec źle zmiksowanych lub nagranych ścieżek gramofonowych, jak czerwony komisarz wobec swojej pięści. Żywi się wyłącznie przysmakami o różnym stopniu wyrafinowania, a mimo to dobrze nagrany metal brzmi znakomicie. Mimo ostrego wydechu, przełączając wzmocnienie, można uzyskać pełną synergię z czułymi słuchawkami.