Przegląd słuchawek Skullcandy BT Crusher ANC. Słuchawki z adaptacyjnym i mocnym basem

image

Trochę o samej firmie Skullcandy

Sama Skullcandy jest dość młodą firmą. Pochodzi z USA i została założona przez młodego człowieka o imieniu Rick Alden. Rickowi wydawało się, że wszystkie nowoczesne słuchawki są nieco nudne i postanowił stworzyć markę, która będzie produkować bardzo jasne produkty hi-fi z wyraźnym dźwiękiem inspirowanym basem i w 2003 roku narodziła się firma Skullcandy. Będąc prawdziwym buntownikiem, wybrał oczywiście czaszkę jako godło swojej firmy. W ciągu zaledwie kilku lat firma zaczęła rozwijać się w fantastycznym tempie, a do 2011 roku weszła nawet na giełdę z szacunkową wartością 150 milionów dolarów. Teraz ta firma jest już warta poniżej 200 milionów dolarów, ale wciąż przeżywa ciężkie czasy dla siebie ze względu na utratę uwagi na markę i teraz przyjrzymy się, czy słuchawki Skullcandy Crusher ANC są warte Waszej uwagi i czy sama marka Skullcandy jest niedowartościowana.

Pakiet

W przeciwieństwie do ulubionego przez wszystkich Apple, chłopaki ze Skullcandy nie są sknerami, nie próbują naciągnąć Cię gdzie tylko mogą i starają się umieścić w pudełku wszystko, czego potrzebujesz. Najważniejsze, że jest dobra obudowa do przechowywania danych (znowu pozdrawiam Apple). Jest bardzo wysokiej jakości, wykonany z niedrogiego materiału i na tyle kompaktowy, że mieści się w małym plecaku. Kolejnym elementem jest kabel ładujący USB-C oraz kabel 3,5 mm, który przyda się w przypadku, gdy słuchawkom zabraknie energii, ale przy 24-godzinnym czasie pracy na baterii wątpię, by ktokolwiek korzystał z tej funkcji, a biorąc pod uwagę trend odchodzenia od złączy 3,5 mm zarówno w smartfonach, jak i laptopach, funkcja ta będzie działać tylko z adapterem lub przenośnym przetwornikiem USB DAC.

Komfort

Będę szczery, ze względu na cechy konstrukcyjne te słuchawki nie będą pasować każdemu i jest ku temu kilka powodów. Po pierwsze, pałąk jest mały, nawet przy maksymalnej regulacji. Biorąc pod uwagę, że nie mam największej głowy, musiałem zrobić opaskę tak dużą, jak to tylko możliwe, dlatego jeśli masz dużą głowę, pamiętaj o tym, bo inaczej Crusher ANC po prostu nie będzie na Ciebie pasował. Przymierzanie ich przed zakupem jest wysoce zalecane.

Po drugie, dopasowanie jest trochę dziwne. Osobiście uważam te słuchawki za bardzo wygodne, ale kiedy się z nimi zapoznałem, nie mogłem zrozumieć, jak je założyć. Dopiero po "przećwiczeniu" około 10 razy zrozumiałem o co chodzi. Zazwyczaj trzymając w ręku standardowe, pełnowymiarowe słuchawki można zauważyć, że prawie wszystkie z nich mają muszle umieszczone pod znacznym kątem w stosunku do pałąka, dzięki czemu słuchawki wydają się być wygodniejsze. Jednak w tym przypadku kąt wynosi najwyżej 2-3 stopnie, więc niektórzy z Was, którzy mieli już doświadczenie z pełnowymiarowymi słuchawkami, mogą uznać to za nieco niewygodne.

Jakość projektu i wykonania

Wcześniej niemal cała linia Amerykanów była przeze mnie postrzegana jako niskiej jakości koszmarek produkowany w Chinach. Ale, te słuchawki są zmontowane bardzo fajnie, oczywiście żadnych stuków i skrzypień, i wzbudzają zaufanie swoją sporą wagą, i cieszą materiałami premium. Słuchawki wykonane są z super fajnego plastiku, podstawa pałąka wykonana jest z metalu, a poduszki nauszne ze skóry, która jest dobrze wyważona pod względem miękkości.

Design Crashersów również przypadł mi do gustu. Często czarne słuchawki do mnie nie przemawiają, bo zazwyczaj w Sennheiser HD 250BT plastik jest czarny i ma tylko jeden odcień, i nie sprawia wrażenia premium, ale w Crusher ANC nawet jak nie świeci na nie jakieś źródło światła to można naliczyć 5, a nawet 20 odcieni. Patrząc na nie z jakiej odległości widać, że te słuchawki nie są tanie. Fajne było też sterowanie, reprezentowane przez okrągłe lub owalne szare przyciski (sądząc po ich wyglądzie, pozdrowienia z lat 80-tych), z których każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Przy okazji, są one również bardzo wysokiej jakości i są mało prawdopodobne, aby złamać w czasie.

Dźwięk

Jak można się spodziewać, w tych słuchawkach jest dużo basu. Na pewno jest na pierwszym miejscu, ale nie powiem, że zagłusza wszystko, co się da, wszystko jest w granicach rozsądku. Wokale i średnica są również bardzo dobre. Średnica była przyjemnie dopracowana i również mikrodynamiczna. Góra była bardzo solidna, ale nieco syntetyczna.

W całości chciałbym zwrócić uwagę na nadmierną asertywność i ostrość słuchawek. Owszem, brzmienie to rzecz czysto subiektywna i indywidualna, ale przy 70% głośności nie byłem w stanie długo słuchać tych słuchawek, (chyba, że dokręciłem strojenie basu, o czym będzie jeszcze mowa), bo jestem fanem neutralności w dźwięku, ale tutaj neutralność jest szczerze mówiąc niewystarczająca. Chciałbym również zwrócić uwagę na fantastyczną jak na swoją klasę i wielopoziomową scenę, podczas słuchania nie tylko muzyki klasycznej, ale również zwykłego popu.

Generalnie słucha się tych słuchawek bardzo ciekawie, mają dobrą dynamikę, są bardzo rytmiczne, ale jednak momentami brakuje im trochę równowagi. Nie zrozumcie mnie źle, ale nie zawsze brzmią one dojrzale. To raczej produkt dla miłośników basu, a więc raczej dla nastolatków. Nie, oczywiście, że kocham bas, ale czasami jest go trochę za dużo. Ale i tak inżynierowie Skullcandy najwyraźniej uznali, że to nie wystarczy i opracowali nawet specjalną i całkowicie unikalną funkcję dla maniaków basu, która nie jest dostępna nigdzie indziej na rynku i nazywa się Regulowany sensoryczny bas, który mogę umieścić w kategorii fajnych i naprawdę przydatnych funkcji. To po prostu inny wymiar basu, i to nieporównywalny. Jest on regulowany na lewym kubku, ale nie podobało mi się, że można go podkręcić do maksimum. W przypadku niektórych utworów, np. rapu, bardzo przydatne było podkręcenie tej funkcji do 20-25%. Miałem wrażenie, że wokół moich uszu ustawiono 20 potężnych subwooferów, a wszystkie one tworzyły coś w rodzaju "efektu klubu nocnego". Jeśli podkręciłem regulatory w tym systemie tylko trochę, około 10%, otrzymałem zaskakująco zrelaksowany dźwięk. To było tak, jakby słuchawki przestawiały się z ostrzejszych na łagodniejsze, ale idąc dalej w górę skali, było już sporo basu.

Wyciszanie hałasów

Jeśli więc mieliście nadzieję usłyszeć, że Ccrusher ANC mają fantastyczny system redukcji szumów, to muszę Was trochę rozczarować, jest on dość przeciętny. Redukcja szumów jest bardzo zasadniczo niezła w swoim zadaniu, ale w porównaniu do konkurencji w postaci Bose, Sony i reszty te słuchawki trochę przegrywają pod tym względem. Dodatkowo, bardzo nie podobał mi się dość mocno wyczuwalny szum w tle. Początkowo sądziłem, że występuje on tylko przy włączonym systemie aktywnej redukcji szumów, ale jakież było moje rozczarowanie, gdy nawet po wyłączeniu tego systemu był on nadal obecny. Ale dzięki Bogu po pierwszych 10-15 godzinach słuchania ten problem prawie całkowicie zniknął.

To, co naprawdę mi się podobało, to fakt, że redukcja szumów w Crusher ANC nie wpływa na jakość dźwięku, więc nie ma różnicy w jakości dźwięku, gdy jest włączona lub wyłączona.

Podobała mi się również łatwość włączania i wyłączania tego systemu. W tym samym bose, aby wyłączyć lub włączyć ten system trzeba ściągnąć specjalną aplikację i za każdym razem czekać aż słuchawki zsynchronizują się z aplikacją i często nawet po kilku minutach oczekiwania to nie następowało. Tutaj sytuacja jest zupełnie inna. Aby wyłączyć funkcję ANC, która domyślnie jest zawsze włączona, wystarczy dwukrotnie kliknąć przycisk zasilania i to wszystko. Koniec z niezręcznością.

Porównanie z konkurencją

Porównując crusher anc do konkurencji, pierwsze do czego chciałbym ją porównać to Sony wh-1000xm4. Oczywiście, jeśli redukcja hałasu jest dla Ciebie priorytetem, nie znajdziesz lepszych słuchawek na rynku niż Sony. Sony z roku na rok tworzy najbardziej innowacyjne słuchawki w swojej klasie, ale wiesz, ja bym nie brał tysięcznych. Nie dlatego, że nie podoba mi się ich wygląd czy inne parametry, po prostu nie podoba mi się ich dźwięk. Dla mnie słuchawki to przede wszystkim opowieść o dźwięku, a z Sony pod tym względem nie potrafiłem się dogadać. Ich brzmienia w ogóle nie rozumiem, więc jeśli dla Ciebie najważniejszym kryterium jest redukcja szumów, to bierz Sony, może im się spodoba, bo sprawa brzmienia jest czysto indywidualna. Skullcandy z kolei nie jest dla fanów idealnego pasma przenoszenia i płaskości.

Słuchawki Bose NC 700, podobnie jak ich poprzednicy QC35, są oczywiście zaprojektowane z myślą o wygodzie i z aktywną redukcją szumów. Jeśli dużo podróżujesz, lub po prostu lubisz słuchać słuchawek przez dłuższy czas i preferujesz neutralny dźwięk, to Bose jest bardziej odpowiedni dla Ciebie.

Hidizs AP100