Recenzja słuchawek Campfire Audio Andromeda 2020. Muzyka do oglądania gwiazd

image

Na testach pojawił się nowy produkt, którego nie trzeba przedstawiać. Campfire Andromeda to nie tylko dobrze znany armaturowy multi-driver. To jest ikona. Kultowy model, który przez lata zachował swoją pozycję lidera. A producent nigdy nie przestaje zwracać uwagi na swoje słynne dzieło, wypuszczając jedną za drugą limitowaną edycję i nowe rewizje, można by nawet zażartować: "a potem, jak wyjdzie Andromeda 2020...". Ale oto jest, w moich rękach. A najśmieszniejsze jest to, że audiofilskie zainteresowanie nim wcale nie zmalało. Omówmy więc, jakie zmiany otrzymała zaktualizowana wersja. Na swoim koncie mam już recenzje wersji Classic, Steel i Gold, ten artykuł jest kontynuacją cyklu o naszej trudnej i czułej relacji z tymi słuchawkami. Zaczynajmy.

Prezentacja i projekt

Rozpakowywanie będzie przyjemnością, dziś gwiazdy same wpadają nam w ręce, wybaczcie poetycki kalambur. Kupującego wita więc tradycyjne pudełko w kształcie skrzynki, ukryte w kartonowej kopercie. Wewnątrz znajduje się wzór w gwiazdy i umiarkowanie obfity zestaw. Oprócz trzech par konwencjonalnych silikonowych poduszek, pięciu par końcówek Final Audio i trzech par pianek, w zestawie znajdują się również trzy podwójne woreczki z materiału na sznurkach, narzędzie do czyszczenia oraz nowy, ręcznie robiony woreczek z kory korkowej. Dla mnie jego design stał się bardziej krafirowy i niedopowiedziany, osobiście nosiłbym go z przyjemnością. No i oczywiście jest jeszcze charakterystyczna odznaka Campfire - nagroda audiofilskiej bitwy.
Nie będę obszernie opisywał designu słuchawek, Andromeda jest zbyt popularna i nawet jeśli nagle jej nie usłyszeliście, to przynajmniej powinniście ją zobaczyć. Te same misternie ukształtowane zielone obudowy z anodyzowanego aluminium, te same przetworniki o stalowym brzmieniu. Przy okazji zadbano tu o wygodne dopasowanie, jak we wszystkich ostatnich wersjach modelu, w których nie stosowano już akrylowych wylewek. Choć to kwestia indywidualna, ja osobiście, jak wiesz, wyposażam takie słuchawki w krótką tubę dźwiękową, więc nie mogę się obiektywnie wypowiedzieć na temat problemów z noszeniem.
Zwróćcie uwagę, że siatki są tutaj wykonane tak samo jak w Solarisie, przynajmniej jest to jakiś zewnętrzny wyróżnik nowej rewizji.
Co do kabla zasilającego. To ALO Audio Litz, czterożyłowy przewód wykonany z posrebrzanej miedzi, miękki, ale cienki. Akustycznie jest odpowiednia, przynajmniej jak na swój poziom, ale polecam jej wymianę, jeśli to możliwe, potencjał modelu zdecydowanie na to zasługuje.
Następnie nadszedł czas, aby porozmawiać o funkcjach i technologii. Za Waszą zgodą postaram się, aby było ono jak najkrótsze i wprowadzę nowy system oceniania.



5 interesujących faktów na temat Andromedy 2020:

1. Model ten jest czwartą rewizją Szmaragdowej Andromedy, a do tej pory istniały jeszcze osobne limitowane edycje.
2. Słuchawki nie posiadają zwrotnicy, dopasowanie pięciu przetworników armaturowych odbywa się poprzez konstrukcję nowej wewnętrznej komory akustycznej Solid-Body. Zastosowano również opracowany przez T.A.E.C. trójwymiarowy rezonator wysokich tonów.
3. Czułość i impedancja zostały obniżone - 94dB i 12,8 ohm w porównaniu do 115dB i 13 ohm dla klasycznej wersji. Ale w praktyce, zmodernizowany Andro nadal może odbierać hałas z otoczenia, można go usłyszeć w ciszy. Jeśli źródło ma hałaśliwy wzmacniacz, będziesz musiał dokupić tłumik.
4. Zmieniłem złącza MMCX, są ciaśniejsze, na wypadek gdyby przeszkadzało Ci, że same się przewijały.
5. Na pudełku, po jego otwarciu, widnieje napis "Nicely Done". Firma wie, jak wprowadzić nastrój, i nie umiera z powodu skromności.



Sounding

Główne testy przeprowadzono z odtwarzaczami Astell&Kern A&Ultima SP2000, iBasso DX220, QLS QA361 oraz Questyle QP1R.
Zanim zacząłem smakować dźwięk, dałem sobie czas na nostalgię. W końcu mam zbyt wiele wspomnień związanych z Andromedą w ostatnich latach, mogły one uniemożliwić racjonalną ocenę. Cóż, na podstawie wyników testów wnioski są następujące:
Po pierwsze, moim zdaniem to wciąż jedne z najwygodniejszych słuchawek Hi-Fi, z jakimi mógłbym żyć. Dźwięk się zmienia, ale to tylko kolejna wariacja na temat tego samego, wyważonego obrazu. Po drugie, rzadko któremu modelowi udaje się być tak wciągającym jak Andromeda. Jeśli wiesz, co mam na myśli. Jest wciągająca, gra niesamowicie klimatyczna. I po trzecie, nigdy nie nazywałem tych słuchawek monitorowymi, a teraz jeszcze bardziej oddaliły się od neutralności.
Brzmienie jest bardziej stapiane, spiętrzone, energetyczne i gęste. Dodajmy do tego charakterystyczną sygnaturę Andromedy z cudownie szeroką sceną i miękkimi barwami, a otrzymamy słuchawki, które są absolutnie nie do podrobienia. Zwiększono również prędkość, co jest bardzo ważne. Muzyka angażuje, trzyma, prowadzi. Znajome piosenki brzmią trochę bardziej zabawnie niż powinny, ale ta podkreślona melodyjność jest właśnie tym, co przyciąga słuchacza. W sumie ortodoksyjni miłośnicy suchości nie są tu na miejscu, ale większości powinien się ten model spodobać.
Jak dla mnie zasługa przyjemnej konfiguracji dźwiękowej, słuchawki stały się niemal tym, czym chciałbym, żeby były. Omówmy to wszystko bardziej szczegółowo.
Bas z Campfire Audio Andromeda 2020 jest wciąż masywny, ważki i teksturowany. Stały się nieco bardziej asertywne i zebrane, moje odwieczne narzekania na kontrolę i szybkość są może o 90% mniejsze. Poncz nie jest najbardziej uderzający, ale nie jest też tłusty.
Środek jest kolorowy, obszerny i uderzająco trójwymiarowy. Znajome detale są obecne, ale mikro niuanse nie są zbyt cyzelowane, aczkolwiek wypracowane filigranowo. Jednocześnie zamglenie w dolnej połowie, które bardzo mnie irytowało, nagle zniknęło niemal całkowicie, a wokale brzmią bardziej wyraziście, gęściej i bogaciej. W sumie nie powiem, że słuchawki grają teraz jak jednodrożne, ale krok w kierunku lepszej spójności zdecydowanie został zrobiony. Choć jeśli podobała Wam się ta zwiewność, zamierzona przejrzystość i cienkość, która była nieodłącznym elementem pierwszych rewizji, to ostrzegamy, że stało się jej mniej.
Jeszcze raz o scenie - w szerokości jest jak zawsze wzorcowa. Wpływ obecności na jakość utworów, obiecuję ci.
Nie mam pytań o górę, to ta sama Andromeda, którą zawsze nazywam szlachetną. Eleganckie i czyste, opalizujące, wystarczająco długie, ale wygodne. To właśnie ten rodzaj przekazu sprawia, że każda Andromeda jest idealna do słuchania muzyki klasycznej, moim zdaniem lepsza nawet od mojego Solarisa SE. I niż wiele innych flagowych słuchawek, w rzeczywistości. Poza tym, że chciałbym więcej jasności, zakres jest wciąż zbyt gładki dla analityków. Jednak moja radykalna HFphilia również zbiera tutaj swoje żniwo.







O porównaniach

Jeśli posiadasz już Green Andromedę, nie jest konieczne natychmiastowe przejście na nową wersję, ale warto ją przetestować. Pamiętam, że jak porównywałem drugą i trzecią rewizję z pierwszą, to różnica była tylko w stłumionej górze pasma. Wraz z czwartą wersją dźwięk zmienił się bardziej zauważalnie. Nie powinieneś oczekiwać ogromnego wzrostu rozdzielczości, ale ogólny charakter może Ci się spodobać.
A ci, którzy są po prostu zamierza kupić ten model, nowość 2020 nie zawiedzie.
A co z edycjami limitowanymi? Wersja Gold, czyli czarna ze złotymi śrubkami, będzie odpowiednia przede wszystkim dla bassheadów, ale także dla koneserów jasności i wyrazistości w całym spektrum. Stalowa Andromeda pozostaje moim faworytem, jej ujmująca neutralność sprawia, że dźwięk jest niezwykle interesujący. A raczej będą teraz dzielić pierwsze miejsce z bohaterką przeglądu.
Zadawaj pytania dotyczące pozostałych zawodników w komentarzach.


Hidizs AP100