Recenzja hybrydowych słuchawek FiiO FH9. Element tytanu

image

W końcu w moje ręce trafiła nowość, na którą miałam ochotę od dłuższego czasu. A audiofile kilkakrotnie pytali mnie o zdanie na jego temat, co sprawiło, że jeszcze bardziej zapragnąłem go zdobyć do testu. A więc panowie, dziś będę degustował siedmiodriverowy koktajl muzyczny od FiiO. FiiO FH9 to nowy flagowiec w ofercie hybrydowych słuchawek tej marki, otrzymujący niecodzienny design, szereg usprawnień technicznych, zwiększoną liczbę przetworników i kosztujący nas około 680 dolarów. Twórcy określają ten produkt jako zwieńczenie ich dwuletnich, intensywnych badań. Muszę przyznać, że poprzednie flagowe FH7 autentycznie przypadły mi do gustu, te IEM-y miały nieco nietypowe dla FiiO zestrojenie dźwięku, ich pismo było wysoko podświetlone, monitorowe, zwiewne i szczegółowe, wyraźnie niemasowe, ale powtarzam - były moimi faworytami. I bardzo chętnie dowiem się, jaką drogą pójdzie następca. Do rzeczy.

Wrażenia wizualne.

Unboxing rozpoczyna się od tradycyjnego już dla FiiO pięknego pudełka ze zdjęciem modelu i listą kluczowych cech. Wewnątrz rozłożony jest na kilku szczeblach hojny zestaw dostawczy: 16 par wkładek dousznych, w tym 3 pary silikonowych poduszek pod bas, 3 pary pod wokal, 3 pary do zbalansowanej dostawy, 2 pary pianek, 2 pary dwuwarstwowych jodełek i 3 pary wkładek SpinFit, najlepsze z firmowych etui HB5, 3 pary wymiennych filtrów do przetworników, o których więcej powiem później, wymienne wtyki do kabli 3.5, 2,5 i 4,4 Pentaconn, klips magnetyczny, narzędzie MMCX i szczoteczka do czyszczenia. Jak pan rozumie, nie mam żadnych zastrzeżeń. Nawet gdyby słuchawki były droższe, można by je spokojnie wypuścić z tym samym zestawem akcesoriów.

O projekcie

Obudowy FiiO FH9 wykonane są ze stopu tytanu przy użyciu precyzyjnej pięcioosiowej obróbki CNC. Płyty czołowe zdobią złote siateczkowe otwory, mamy więc do czynienia z półotwartą konstrukcją akustyczną. Słuchawki miałem na przeglądzie w kolorze czarnym, ale jest też bardziej srebrny wariant. Ogólnie nowość wygląda imponująco i brutalnie, dla mnie ten styl pozostawił wrażenie pewnego rodzaju surowego luksusu. I mogę śmiało powiedzieć, że ten model idealnie pasuje do świeżego flagowca FiiO M17, razem powinny wyglądać świetnie. Mocne, eleganckie, ciężkie kubki nie przypominają taniego Chi-Fi, to wyraźny krok naprzód. Nie ma tu jednak podkreślonego wyrafinowania, jak w przypadku słuchawek Campfire Audio klasy premium.


Z drugiej strony, zarówno budowa, jak i komfort siedzenia FH9 są wyjątkowo dobre. Obudowy w kształcie łezki ważą 12,8 g, ich średni rozmiar, długie nauszniki i zgrabne półki sprawiają, że idealnie leżą w uszach, nie męcząc ich i nie wymagając skomplikowanych poduszek usznych do dopasowania. Jedyną ważną rzeczą, którą należy wziąć pod uwagę, jest to, że półotwarta konstrukcja zmniejsza pasywną izolację hałasu, a Twoja muzyka będzie słyszalna również nieco na zewnątrz. Ale oczywiście znacznie mniej niż w przypadku otwartego pełnowymiarowego.

Informacje o kablu zestawu

Jeśli myślicie, że w swoich artykułach nigdy nie chwalę kabli słuchawkowych, to nie jest to prawda, uczciwy audiofilu. Tutaj, na przykład, model FiiO FDX został wyposażony w doskonały kabel z najwyższej półki, całkiem przyjemny w brzmieniu i wygodny w ergonomii. Nie skrytykowałem go. Nowe hybrydy FH9 również mnie nie zawiodły. Do tytanowych słuchawek srebrny kabel. Dokładniej mówiąc, poważna gruba lina z monokrystalicznego srebra o wysokiej czystości, utkana w stylu litz z 224 przewodnikami, po 28 na każdą z 8 nitek.

Właściwości akustyczne są doskonałe w tej klasie. Ponadto, dzięki miękkiej izolacji, kabel jest bardzo przyjemny w odsłuchu. A wizualnie jest naprawdę cholernie dobrze wyglądający.


Zwróciłbym też uwagę na solidne złącza narożne MMCX, wydają się być niezawodne, wchodzą i wychodzą z kliknięciem, nie przewijają się same, ale odłączają się bez cierpienia. Wreszcie, atutem są wymienne wtyczki. Jak pamiętacie z rozpakowywania, mamy do dyspozycji 3 opcje: 3,5 standardowe, 2,5 symetryczne i 4,4 symetryczne. Wielkość konstrukcji nie jest wzorcowo kompaktowa, ale akceptowalna.


Podsumowując, nie sądzę, abyś szukał kabla innej firmy do FH9.

Funkcje i kompatybilność

  • - Zakres częstotliwości: 10Hz do 40kHz
  • - Czułość: 108dB;
  • - Impedancja: 18 Ohm.


W zakresie pasma przenoszenia mamy klasyczny Hi-Res. Wzmocnienie FH9 nie jest wymagające, zwykły odtwarzacz Hi-Fi otworzy je bez problemu. I podoba mi się to, że model jest całkowicie wolny od szumów tła.

O technologii

Słuchawki posiadają hybrydowy układ przetworników: niestandardowy przetwornik 13,6 mm z membraną DLC (Diamond-Like Carbon) drugiej generacji dla basu i sześć armatur Knowlesa dla reszty spektrum. Przetworniki średniotonowe zostały stworzone we współpracy z FiiO, natomiast wysokoczęstotliwościowe przetworniki armaturowe to dobrze znane SWFK-31736 od Knowlesa. Cóż, korzyści płynące z zastosowania węgla diamentopodobnego są tym bardziej oczywiste. Do tego dochodzi zastosowanie opatentowanego systemu obniżania ciśnienia powietrza, specjalnie zaprojektowanych filtrów regeneracyjnych oraz specjalnej konstrukcji kanału dźwiękowego z technologią S.TURBO.


Jednak najbardziej uderzającą cechą FH9 jest zastosowanie wymiennych filtrów dousznych, które pozwalają użytkownikowi słuchawek na dostosowanie dźwięku ze słuchawki do własnych upodobań. W zestawie otrzymujemy 3 pary filtrów: czarne mają charakter zrównoważony, są ustawione domyślnie, zielone dają więcej górnych częstotliwości, czerwone lekko wzmacniają bas. Zdecydowanie polecam eksperymentowanie z nimi.

O dźwięku

Główne testy przeprowadzono z Astell&Kern A&Ultima SP2000, iBasso DX300, Questyle QPM, iBasso DX160 oraz Cayin RU6.


Więc, drum roll? Czy FiiO FH9s były w stanie mnie zachwycić, czy polubiłem je po moich faworytach, słynnych FiiO FH7s? Tak, to prawda. Miałem sporo sceptycyzmu przed ich przesłuchaniem, same nowości już dawno przestały wywoływać u mnie sentymentalny zachwyt, więc nie robiłem żadnych odpustów dla tego modelu. FH9 gra jednak bardzo dobrze, to prawdziwy model nowoczesnej generacji, w której duża scena, przejrzystość i odpowiednia rozdzielczość nie są już przywilejem tylko droższych topów. W tym miejscu chciałbym przywołać myśl, która nasunęła mi się po obejrzeniu udanych słuchawek Dunu EST112: nie sposób się nie zastanowić, po co nam wszystkie inne słuchawki, skoro mamy te. Nowe FiiO FH9s okazały się być również dość uniwersalne, sumiennie i uczciwie przepracowują materiał muzyczny, nie będziesz potrzebował kolejnej dodatkowej pary IEM w swojej kolekcji, aby pogodzić wiarygodność obrazu końcowego. I będziesz wiedział dokładnie, za co zapłaciłeś swoje pieniądze.


Jednak te hybrydy nie powtarzają pisma swoich poprzedników FH7, lecz rozwijają inną koncepcję, tendencję, którą FiiO zauważyło już podczas odsłuchu dynamicznej serii FD. Podczas gdy FH7 stawiały na szybkość, analityczność i suchą zwiewność, FH9 są bardziej przyjazne, odświętne i uroczyste. W ich brzmieniu jest śpiewność, spektakularna trójwymiarowość, melodyjność i bogata emocjonalność.

Nie powiem, że postać charakteryzuje się nieznośnym nadmiarem popędu, ale nigdy nie jest nudno. FiiO FH9 zachowuje dobrą równowagę pomiędzy detalami przypominającymi klejnoty a ciepłą, ujmującą kolorystyką, ma swój własny, miękki urok, który z pewnością przyciąga uwagę. Myślę, że mógłbym wygodnie żyć z tymi słuchawkami, mimo że jestem rozpieszczany przez urządzenia z wyższej półki. A tak na marginesie, to rzadki przykład, kiedy wymiana filtrów ma zauważalny wpływ na charakter brzmienia, ale w żaden sposób go nie psuje. Osobiście uważam, że podobały mi się wszystkie opcje.


FiiO FH9 jest umiarkowanie krytyczny wobec jakości nagrań, ale gatunkowo wszystkożerny. Wydobywają każdy utwór w najlepszy możliwy sposób, dostosowując się płynnie do każdego stylu - od melodyjnej metalowej agresji po delikatne szwedzkie skrzypce. Dynamiczne uderzenia, gdy są konieczne, są łatwo zastępowane przez utrzymującą się gładkość.

Bas.

Bas jest wyraźny, wyraźny i wyraźny. Jest dobrze kontrolowany i nie zagłusza reszty pasma, ale niesie ze sobą imponującą masę i spory ciężar. Wybrzmienie jest wyraźne i energetyczne, średnica ma smakowitą odpowiedź dotykową, a subwoofer buduje zwartą podstawę. Głośniki niskotonowe nie mają tendencji do podkreślania reliefu, są raczej zaokrąglone, stapiane i aksamitne. Ilościowo uważam je za nieco przesadzone, ale fani tego spektrum docenią ten setup.


Średnica jest przejrzysta, klarowna, ekspresyjna i wyraźna. Melodia prowadzona jest sprężyście i bujnie, z gęstym cieniowaniem, ale drobne niuanse są wyraźnie podkreślone i możliwe do wyśledzenia.

Panorama jest bardzo pouczająca, scena jest holograficzna, szeroka i swobodna, bez wyczuwalnych konturów, a pozycjonowanie jest prawidłowe. Instrumenty mają wdzięczną plastyczność i żywiołowość, wokale są pewne siebie, harmonijne i obszerne. Obszar wysokich częstotliwości jest jasny i emocjonalny, choć nie razi ucha. Rozdzielczość jest lepsza niż się spodziewałem w tej klasie cenowej. Minusem jest ciepły, upiększony tembr, który może nie być wystarczająco realistyczny.


Wyższe częstotliwości są neutralne, gładkie, niedopowiedziane. Nazwałbym je przede wszystkim wygodnymi, choć słuchawki są w stanie odtworzyć nawet skomplikowany, kurczowy tryl. Pod względem technicznym wysokie tony nie są jednak wzorcem, nie spodziewajmy się po nich magicznych, wielowymiarowych podtekstów czy niesamowitej naturalności. Jednak poziom jest tu wciąż niezły, model ten czysto i dokładnie radzi sobie z muzyką akustyczną.

O porównaniach

Zacznijmy od FiiO FH7. Jak już zdążyliście się zorientować, słuchawki te grają bardziej sucho, iskrząco i monitorowo, lubię je, bo są dosłownie stworzone do żywych gatunków. Jednak przy całej swojej zwiewności, półotwarta konstrukcja FiiO FH9 zapewnia jeszcze większą scenę. Także rozdzielczość i informatywność nowego produktu jest wyższa, bas ma więcej masy i uderzenia, jest bardziej uwypuklony, głośniki wysokotonowe są mniej syntetyczne i bardziej zarysowane. Również intensywność emocjonalna FH9 szybciej angażuje słuchacza. A dla osób, dla których FH7s był zbyt dźwięczny, nowy flagowiec będzie lepszy. Polecam jednak posiadaczom FiiO FH7 nie spieszyć się z upgradem, różnica między tymi dwoma modelami nie jest ogromna, więc najpierw sami je porównajcie, a potem podejmijcie decyzję.


Przechodząc do zakresu armatury. Multidrivy FiiO FA9 brzmią przytulnie, ciepło, drzewnie, z pewną analogową nutą. Mają też zaimplementowaną technologię personalizacji pasma za pomocą przełączników na obudowach słuchawek, pismo może być tutaj bardzo basowe lub neutralne. Tak czy inaczej, pozostaje miękki, precyzyjny, spokojny i przemyślany. Ale FiiO FH9s chyba bardziej przypadły mi do gustu, zarówno kosztem spektakularnej kolorystyki, biczowania i szczegółowości. Z drugiej strony, mają bardziej otwartą scenę. Obydwa są jednak gustowne, a liczne ustawienia dźwięku należy porównywać jedno po drugim, a jest to trudne. Przy okazji możecie przeczytać moją osobną recenzję FA9.


A co z dynamicznym FiiO FD7 z berylowym przetwornikiem? Tutaj wielkość panoramy jest już porównywalna z tą, którą oferuje bohater recenzji, a rozdzielczość modelu jest bardzo dojrzała. Charakter brzmienia FD7 jest bardziej naturalny, żywy, delikatny, bez tak energicznego uderzenia i barwnej artykulacji nut jak w FH9, ogólny obraz jest solidny, szybki, prawdziwy, bez ostrych konturów, ale z przyjemną melodią i łagodną naturalnością. Z charakteru FD7 są zabawne i wciągające, a jednocześnie przyjazne i ufne, z pewnością nie zmęczą Cię. Myślę jednak, że tutaj również wybrałbym FH9, ponieważ jestem skłonny poświęcić naturalność na rzecz kapryśności, ale to tylko kwestia osobistych preferencji. A ja polecam FD7 przy zakupie bez odsłuchu.

Hidizs AP100