Recenzja aparatu Sony IER-M7. Prawdopodobnie jeden z najlepszych osprzętu do wkrętarek wielofunkcyjnych

image

Dzisiaj przedstawiam recenzję 4-driverowych słuchawek armaturowych, o których bardzo lubię pisać - Sony IER-M7.

IER w nazwie modelu oznacza In Ear Reference i według Sony słuchawki te zostały opracowane w ścisłej współpracy z muzykami i inżynierami dźwięku jako profesjonalne narzędzie do monitorowania sceny. Moim skromnym zdaniem w żaden sposób nie zmniejszyło to przyjemności słuchania muzyki w drodze lub w domu.

Opakowania i pakowanie
Słuchawki są dostarczane w średniej wielkości pudełku wykonanym z dobrego kartonu z wysokiej jakości nadrukiem.
Wewnątrz znajdują się słuchawki, dwa kable MMCX z 3,5 mm Mini Jack i 4,4 mm Sony Pentaconn zbalansowany (oba kable są wykonane w dobrej jakości i poręczne. ), 7 par silikonowych i 6 par hybrydowych poduszek usznych oraz twardy futerał z zaczepem na kabel, ściereczką do wycierania i nieprzezroczystym silikonowym paskiem.
Wszystko jest rygorystyczne, zaawansowane technologicznie i bardzo wysokiej jakości. W typowym stylu produktów premium firmy Sony.

Wygląd i dopasowanie
Wygląd i działanie są dość proste i funkcjonalne
.
Na płytach czołowych nie ma chromu, a słuchawki nie wystają tak jak w przypadku niektórych hybrydowych modeli producenta - wszystko jest proste i niezagracone. Jedyną oznaką wysokiej jakości jest pozłacana metalowa słuchawka. Ale kto to zobaczy, kto to doceni... tylko Ty.




Słuchawki mają dobre dopasowanie i izolację akustyczną, jak przystało na monitor sceniczny.
Uważam, że te słuchawki wyglądają tak, jak są ustawione: surowo, nowocześnie i funkcjonalnie. Nie mogłem jednak nie zauważyć pewnej ciągłości wzornictwa z moim zabytkowym multibitem Discman, który ma już ponad 30 lat. Myślę, że razem wyglądają całkiem nieźle.

Odsłuch odbywał się na parze japońskich urządzeń:
Teac HA-P90SD i Venturecraft SounDroid Tourhopon
MacBook Pro + Audirvana Live jako transport

.



Dźwięk
Zazwyczaj moje wprowadzenie do słuchawek wewnątrzkanałowych tej firmy kończyło się czymś w rodzaju "no nieźle... ale ta cena" lub "jak oni to w ogóle wprowadzili do produkcji"
.
Dotyczy to zarówno opraw hybrydowych, jak i wieloprądnicowych.
W przypadku IER-M7 sytuacja jest zupełnie inna - są to słuchawki, które z chęcią miałbym w swojej kolekcji.

Jedną z głównych zalet tych słuchawek wielodrożnych jest ich zebranie i solidne wykonanie. Czasami może się wydawać, że grając dobre, dynamiczne single-drivy, dopóki jakaś szybka i wieloinstrumentalna muzyka, czy to klasyczna, czy metalowa, nie zajmie miejsca na Twojej liście odtwarzania. Gdy wymagany jest jednocześnie pełny zakres dynamiki i pasmo przenoszenia, natychmiast staje się jasne, że przetwornik dynamiczny po prostu nie jest w stanie fizycznie zapewnić takiej rozdzielczości przy takiej szybkości bez zniekształceń, utraty dynamiki itp.

Kolejną zaletą jest naturalność i uniwersalność. Słuchawki nie brzmią sucho ani szorstko, gdy użytkownik tego nie chce. Barwy dźwięku są naturalne. Pasmo przenoszenia jest zrównoważone, bez szczytów w zakresie wysokich częstotliwości i bez spadków w zakresie średnich tonów. Dla mnie te słuchawki okazały się uniwersalne gatunkowo, co jest dla mnie bardzo ważne, biorąc pod uwagę ich cenę.

Głośniki
niskotonowe są nieco uwypuklone
.
Brzmią one dość naturalnie, bardzo głęboko i cieleśnie. Dobra rozdzielczość, w niektórych nagraniach perkusyjne i chmielowe, w innych masywne i obszerne. Ogólnie rzecz biorąc, są to jedne z najlepszych przykładów basów armaturowych. Głośniki niskotonowe są bardzo czyste, nie dzwonią ani nie szumią. Subbas jest ładnie kontrolowany, pojawia się tylko wtedy, gdy jest potrzebny, a jeśli już się pojawia, jest gładki, ale dobrze zdefiniowany, dając więcej uderzenia niż większość słuchawek armaturowych, jakie słyszałem.

Zakresśrednichtonów
jest dość gładki i wyrównany, bez typowego dla nowoczesnych słuchawek szczytu w górnym zakresie średnich tonów
.
Uzyskuje się komfortowy, nieostry dźwięk. Uzyskuje się również dobrą przejrzystość i naturalność. Dobry atak i rozwiązanie. Scena jest nieco szersza niż przeciętna na szerokość i głębokość. Głosy nie brzmią sterylnie ani syntetycznie. Nie ma na co narzekać, to czysta zabawa.

Wysokietony
są nieco wygładzone, ale nadal mają dobrą rozdzielczość
.
Nie ma tu typowego dla tanich armatur monotonnego "szelestu folii" w miejsce talerzy. Dobre rozciągnięcie, dobry atak i tłumienie. Wszystko bardzo przewiewne, wygodne i zrównoważone. Żadnego piłowania ani brzdękania.

Z cech tych słuchawek mogę odnotować, że subiektywnie grają bardzo poprawnie, tzn. naturalnie i przewidywalnie, co czasem może być trochę nudne dla miłośników kopniętego tweetera czy wyższej średnicy.
Mocną stroną i jednocześnie słabą stroną IER-M7 jest to, że słuchawki są bardzo zależne od poziomu źródła dźwięku, jeśli źródło ma słaby bas, to będzie to słychać, jeśli źródło ma słaby atak na środku lub prostą i luźną górę, to również będzie to słychać. Chyba tak właśnie powinny wyglądać monitory.

Będę przez chwilę kapitanem Hindsightem i przekażę Państwu następującą wiadomość: słuchawki najlepiej otwierają się na dobrym źródle z dobrym nagraniem, co jest dość przewidywalne, ponieważ IER-M7 to słuchawki z wyższej półki i słabym punktem może być tu zarówno źródło, jak i nagranie. Nie, słuchawki nie brzmią źle przy złych nagraniach lub źródłach, po prostu nie brzmią tak dobrze, jak mogłyby brzmieć. Dlatego, aby poznać ich pełny potencjał podczas pierwszego odsłuchu, proponuję wybrać dobre nagrania z dobrego źródła. Z technicznego punktu widzenia słuchawki odtworzą wszystko, co im podasz, ale nie będzie to ich szczyt możliwości.