Recenzja Kennertona M12s z Burson Audio Playmate 2 Deluxe. Jakby przy nutach

image

W końcu udało mi się ponownie zdobyć do testów słuchawki Kennertona. Szczerze mówiąc, nie tylko obiektywnie szanuję tę firmę za poważny potencjał muzyczny jej urządzeń, ale także subiektywnie kocham ją za inspirujące podejście do tworzenia audiofilskich produktów klasy premium. Słuchawki Kennerton są naprawdę imponującym przykładem tego, co może się zdarzyć, gdy ludzie są pasjonatami swojej pracy i wkładają w nią szczere emocje. Każdy model jest indywidualny, ilości są niewielkie, ale we wszystkich przypadkach można liczyć na niesamowicie satysfakcjonujące doświadczenie interakcji. Plus długoletnie i lojalne wsparcie serwisowe, plus ręczne wykonanie z drogich, naturalnych materiałów, plus odpowiedzialne podejście do dostarczania dźwięku tuningowego. Jedyna kropla trucizny w beczce miodu - ceny nie są najbardziej wyrozumiałe, marka skupia się właśnie na najwyższym segmencie. Ale mają też przystępne modele, o jednym z nich porozmawiamy dzisiaj.
Kennerton M12 Studio 2021 to unowocześniona wersja przewodowych monitorów pełnowymiarowych, przeznaczona nie tylko dla inżynierów dźwięku, ale także dla zwykłych fanów jakości Hi-Fi. Nadają się do użytku w podróży dzięki zamkniętej konstrukcji, do audiofilskich sesji w domu i oczywiście do profesjonalnej pracy w studio. Porozmawiajmy szczerze o wadach i zaletach tego modelu oraz o tym, co czeka przyszłego właściciela.
A ponieważ główny odsłuch przeprowadziłem na świeżutkim DAC-u ze wzmacniaczem Burson Audio Playmate 2 (Deluxe), to przy okazji opowiem o swoich wrażeniach na jego temat. To także najmłodsze urządzenie w swojej linii, która jest nową generacją popularnego kompa stacjonarnego Playmate, a w niej zaszło sporo ciekawych zmian. Przegląd będzie miał przejrzystą strukturę, każdy będzie mógł znaleźć to, co go interesuje. Do rzeczy.

Wrażenia wizualne

Kennerton M12s

Oto przed nami proste, kartonowe pudełko transportowe, z krótkim opisem modelu na wieczku: "Maksymalna wszechstronność i szczegółowe brzmienie, na którym możesz polegać".


Opakowanie mnie zaskoczyło, jak na moje pieniądze było zaskakująco dobre: elegancka torba z eko-skóry z długim odpinanym paskiem, odpinany dwumetrowy kabel OFC w mocnym nylonowym oplocie z prostym wtykiem 6,3 mm i złączami słuchawkowymi 3,5 mm, skórzany uchwyt na niego. Gdy pomyślimy o innych pełnowymiarowych modelach, których cena oscyluje wokół 500 dolarów, a producenci zamiast normalnego etui umieszczają w nich materiałowe etui i cienkie przewody, to oczywiste jest, że akcesoria na tym poziomie to wciąż luksus. Do M12 dołączona jest koperta z wyczerpującym napisem "Headphones as Fine Art", oświadczenie o 3-letniej ograniczonej gwarancji z numerem serii, datą, podpisem i mokrą pieczątką kierownika firmy oraz wkładka z informacjami o firmie, zdjęciami ręcznego procesu produkcyjnego i jego opisem. Mam nadzieję, że w najbliższych latach zobaczę to wszystko osobiście i powiem Wam, że mam takie myśli. Ale nie o to chodzi. Generalnie mam tylko jedno spostrzeżenie co do zestawu - stockowy kabel jest nieco mikrofonowany. W razie potrzeby można go jednak wymienić.

O konstrukcji modelu

Dostępne pełnowymiarowe miseczki z naturalnego drewna zawsze są dla mnie magnesem, naprawdę się wyróżniają. Pozostałe materiały, z których wykonano Kennertona M12s są równie dobre - stal, aluminium, skóra. Każda para jest wykonywana ręcznie, montaż jest staranny i pewny, pozbawiony luzu, kruchości i chybotliwości typowego DIY. Jeśli zaś chodzi o ocenę designu, to mogę powiedzieć, że słuchawki wyglądają stylowo, ale zwięźle i niedopracowanie. I po raz kolejny zwracam uwagę na fakt, że mają one zamknięty form-factor, ostatnio wiele osób prosiło mnie o polecenie podobnego modelu na drogę, no cóż, oto on.

O komforcie noszenia

Wiesz, to jedne z najwygodniejszych i najlżejszych pełnowymiarowych słuchawek, z jakimi miałem do czynienia w historii mojej audiofilskiej choroby. Choć ich rzeczywista waga to 390 g, pałąk jest stalowy, a miseczki drewniane, co teoretycznie powinno być odczuwalnie męczące. Jednak dzięki specjalnej samoregulującej się konstrukcji, odpowiedniemu rozłożeniu nacisku, delikatnym, oddychającym poduszkom usznym z prawdziwej skóry owczej wypełnionym pianką z pamięcią oraz wyściełanemu skórzanym materiałem pałąkowi na głowę, nawet po dłuższym słuchaniu nie ma uczucia zmęczenia. Jednocześnie chwyt jest umiarkowanie mocny, a pasywna izolacja akustyczna jest lepsza niż przeciętna. Nie mam na co narzekać.

Burson Audio Playmate 2 Deluxe

Po raz kolejny czeka na nas duże i ciężkie pudło transportowe, ale tym razem w środku znajduje się osobny, błyszczący kartonik z audiofilskim hasłem "Advanced Audio Research" i informacją, że urządzenie zostało zaprojektowane i wykonane w 100% w Australii.
Dlaczego więc moja wersja Playmate 2 nazywa się Deluxe? Ma to związek z rozszerzonym zestawem akcesoriów. W zestawie otrzymujemy nie tylko zasilacz z przewodem zasilającym, materiałowy kabel w oplocie z wtykami USB Type-C, rozgałęźnik 3,5 na wejście mikrofonowe i wyjście słuchawkowe oraz śrubokręt sześciokątny, ale także niewielki aluminiowy pilot, za pomocą którego możemy przełączać wejścia i regulować głośność, a także zestaw wymiennych wzmacniaczy operacyjnych. W podstawowej wersji modelu mamy dwie pary prostych wzmacniaczy operacyjnych NE5532 i NE5534, tutaj są one raczej dodatkowe, bo do dyspozycji właściciela będą również dwie pary firmowych wzmacniaczy Burson V6 Vivid dual i Burson V6 Vivid single, znanych z ciepłego, muzycznego pisma. Gorąco polecam korzystanie z tego drugiego.

O projekcie

Playmate 2 jest pierwszym budżetowym modelem w ofercie marki, a po modernizacji otrzymał taką samą obudowę jak obecne flagowce Burson Audio. To już jest mi znane, w tym roku pisałem recenzję Conductora 3X Reference. Kolor stalowy, szczotkowana powierzchnia, zaokrąglone krawędzie, perfekcyjne wykonanie. Powinienem zaznaczyć, że obudowa Burson Cool Case nie tylko wygląda na drogą i dopracowaną, ale również jest specjalnie zoptymalizowana pod kątem prawidłowej dystrybucji ciepła. Dodatkowo mogę pochwalić urządzenie za jego kompaktowość, zajmuje naprawdę niewiele miejsca na stole. A średnia waga 3 kg i gumowe nóżki dają mu solidną stabilność, nie będzie ciągnął kabla przy każdej okazji. W sumie to moja miłość, moje drugie urządzenie Burson Audio pasuje do mojego pokoju tak naturalnie, jakby było do niego stworzone.


I kilka słów na temat sterowania. Od razu uspokoję: model ma ekran. Mała, nie najostrzejsza na świecie, ale jest. Są też przyciski zasilania i menu, a także piękne pokrętło głośności - to właśnie klikając na nie możemy wybrać ustawienia. Przy okazji zmieniamy poziom w bardzo małych krokach, jest to wygodne, aby móc precyzyjnie dostosować głośność do dowolnych słuchawek.

Cechy i technologia

Kennerton M12s

  • - Zakres częstotliwości: od 5Hz do 50kHz
  • - Czułość: 116dB;
  • - Impedancja: 33 ohm.


M12s 2021 posiadają zmodernizowany przetwornik z biocelulozy z membraną 40mm. Osobiście uwielbiam papierowy przetwornik, jego charakterystyczną naturalność barw. Pamiętajmy jednak, że sam producent zaznacza, że temu sterownikowi przydałyby się 72 godziny wygrzewania.
Model jest dość wymagający do huśtania, mimo kuszących liczb. Polecam słuchanie go albo z telefonu stacjonarnego, albo z mocnym przenośnym wzmacniaczem.

Burson Audio Playmate 2 Deluxe

Zacznijmy od możliwości przełączania. Do dyspozycji mamy cyfrowe i optyczne wejścia USB Type-C oraz wejście mikrofonowe HD. Wyjścia to standardowy zestaw: 6,3 i 3,5 słuchawkowe oraz para liniowych, regulowanych RCA. Na plus należy zaliczyć nowoczesny standard USB-C, na minus brak zbalansowanego wyjścia słuchawkowego i wejścia analogowego.


Mimo to, kombo oferuje wiele różnych scenariuszy użycia. To biurkowy DAC ze wzmacniaczem, przedwzmacniacz do systemu domowego, do aktywnych kolumn lub zewnętrznego wzmacniacza, dzięki czemu można jeszcze oglądać filmy z lepszym dźwiękiem, albo podłączyć się do konsoli do gier przez wejście optyczne. Jest też wejście na mikrofon, więc możesz użyć zestawu słuchawkowego dla graczy. Chociaż, gdy pomyślimy o tym, jak wiele osób pracuje obecnie zdalnie i komunikuje się za pomocą połączeń wideo, widać, że nie jest to rozwiązanie tylko dla graczy.
Playmate 2 jest przyjazny dla każdego systemu operacyjnego - Windows, MacOS, Android, iOS. Mój laptop rozpoznał go bez instalacji sterowników, Plug-n-play działa.

Pozostałe funkcje

Mamy DAC SABRE ESS9038Q2M, układ Xmos dla USB, wsparcie dla rozdzielczości 32 bit/768 kHz i DSD512. Wzmacniacz tranzystorowy pracujący w czystej klasie A, zbudowany na elementach dyskretnych, dostarcza 3500mW przy 16 omach, 2500mW przy 32 omach i 150mW przy 300 omach. Do rozkołysania większości pełnowymiarowych słuchawek poza najciaśniejszymi słuchawkami planarnymi to wystarczy. Z IEM-ami jest jednak szum tła, więc model ten zdecydowanie nie jest dla nich przeznaczony. Menu pozwala ustawić jeden z dwóch poziomów wzmocnienia, wybrać wejście, wyjście i filtr cyfrowy. Jednak głównym sposobem na dostosowanie zasilania do indywidualnych potrzeb są, jak już wspomniałem, wymienne wzmacniacze operacyjne.


Co ciekawe, zastosowano tu firmową technologię Max Current Power Supply (MCPS). Oprócz zapewnienia gwarantowanej stabilności, pozwala również na budowanie potężnych urządzeń w kompaktowej obudowie. W praktyce czuć ciepło podczas pracy, czego należy się spodziewać dla klasy A, więc nie należy stawiać kompa blisko czegokolwiek, ale model nie przegrzewa się nawet pod dużym obciążeniem, zawsze pozostaje ciepły.

Dźwięk

Kennerton M12s

Główne testy przeprowadzono na odtwarzaczach Burson Audio Playmate 2 Deluxe, Yulong DA10 oraz iFi iDSD Diablo.


Jednak Kennerton nie na darmo jest tak oddany. Nawet stosunkowo niedrogie M12s mają bardzo silny magnetyzm, a ich przekaz jest tak czarujący, że chce się słuchać każdej muzyki z każdego źródła. O tych słuchawkach mówię, że mógłbym w nich mieszkać. Brzmienie jest naturalne, szybkie, elastyczne, ma tę delikatną melodię, która pomaga dobrze otworzyć złożone gatunki, nadając im wolumen, bogatą paletę i niezbędne warstwowanie. Przekaz jest jednoznacznie nie-meski, neutralny i równy, ale bez naleciałości szorstkości i analityczności. I po spędzeniu kilku dni z tym modelem, mimowolnie zastanawiasz się, dlaczego inni producenci nie czują żadnych granic i czasami rozkładają akcenty zupełnie bez smaku. To takie proste: pismo odręczne nie może być zbyt suche, zachowując precyzyjne i wiarygodne kontury, przekazując emocje, ale nie obezwładniając ich.


Nie powiedziałbym, że M12 oferują zaporową rozdzielczość, ale jak na ich cenę jest to absolutnie audiofilski poziom. A kluczową cechą jest szalenie przyjemna naturalność dźwięku. Nie można zaprzeczyć, że nawet pełnowymiarowe urządzenia klasy średniej rzadko nas tym rozpieszczają. Zarówno moje ukochane faworytki iBasso SR2, lekkie i detaliczne, jak i model Jorda z tego samego Kennertona, monitorowe i chłodniejsze, grają nieco bardziej syntetycznie. A tak w ogóle to są to jedne z najlepszych słuchawek w tym segmencie. Polecam więc M12 do przeglądu, zanim się skończą.


Model ten jest wszystkożerny w stosunku do gatunków muzycznych, średnio wybredny w kwestii jakości nagrania, wady nie są uwypuklane, ale są słyszalne. I, oczywiście, jeśli jesteś przyzwyczajony do silnego napędu pompowania, to może nie wystarczyć dla niektórych stylów; obraz tutaj jest przede wszystkim uczciwy. Podejrzewam jednak, że wśród moich słuchaczy niewiele jest już osób, które preferują zbyt podbarwiony dźwięk, co?

Jeśli chodzi o częstotliwości.

Bas jest liniowy, chmielowy i rozdzielony, z doskonałym atakiem i pewną sprężystością. Przy odpowiednim wzmocnieniu można uzyskać dobrą głębię i zaskakująco wyraźny relief. Dodającego masy, cielesności i wibrującego odrzutu jednak nie ma, bas jest tu bardzo potulny wobec wygięć części, doskonale kontrolowany, swobodnie czytelny, ale bez dudnienia i ogłuszającego zwijania. Podsumowując, nie dla bassheadów, ale w ciężkich gatunkach słuchawki są całkiem do rzeczy. I mają w sobie odrobinę zabawnej dziarskości, ożywiającej obraz.


Średnica jest pouczająca, przejrzysta, zwiewna i szczegółowa. Scena jest zamaszysta, jakby nie była zamkniętą makietą, ustawienie instrumentów jest poprawne, niezbyt zdystansowane, ale muzyka nie krzyczy prosto w twarz. Po raz kolejny zwrócę uwagę na delikatną melodię, spójność, barwne nuty są rozbudowane na tyle, by angażować słuchacza, ale nie pozwolić mu się nudzić. Szybkość jest znakomita, nie ma mowy o dopracowaniu drobnych niuansów, rozdzielczość M12 jest, jak już pisałem, całkiem niezła. Naturalność barw pozwala wokalom zachować czystość i ciepło. Z wad, poza brakiem dodatkowej emocjonalności, której wiele osób oczekuje, nie mam nic wielkiego do skrytykowania. Przejrzysta, wyrazista, hipnotyzująco piękna średnica.


Również wysokie tony są czyste, precyzyjne i prawdziwe. Klik jest podkreślony, energii i gładkości jest wystarczająco dużo jak na akustyczne kompozycje, góra nie jest stłumiona ani ściśnięta, choć wydaje się dość wygodna. Osobiście wolałbym większe nasycenie podtekstów, zwłaszcza w górnych warstwach, które są czasem podawane w nieco uproszczony sposób, a i tonalnie góra jest bardziej monotonna niż bym chciał, bez szlachetnego blasku starszych urządzeń. Ale tutaj wybór zależy od Twojego rozpieszczenia i skrupulatności. Z kolei dla HFphobów model ten może być nieprzyzwyczajenie krystaliczny; dla takich osób ważne jest, aby posłuchać go samemu.

Burson Audio Playmate 2 Deluxe

Główne testy przeprowadzono na Kennertonach M12, Focalach Utopia i Audeze LCD-3.
Tutaj zrobiono już krok znacznie bliższy analogowej koloryzacji muzyki. Pismo Playmate 2 jest melodyjne, bogate, gładkie i z rozkosznie mieniącymi się uderzeniami. Jest cudownie trójwymiarowy, holograficzny, z dużą ilością powietrza i dynamiki. Jednocześnie nie ma tu nadmiernej masywności, a wdzięczna rozległość partii i lekka suchość drobnych detali pozwala zachować wzorową kontrolę. Emocje i soczystość nie dewaluują się w solidny, mulisty strumień, a raczej wypełniają przestrzeń w skalibrowanych porcjach, dodając nagraniu ciepła i żywości.


W rzeczywistości model ten mądrze zachowuje równowagę pomiędzy rygorystyczną technicznością a zniuansowanym naciskiem, aż do cichych szmerów, aksamitnych tonów vintage i szczerze słodkich odcinków wybuchów górnych i średnich tonów. Nie jest to koncepcja uniwersalna, ale za to atrakcyjna i niekonwencjonalna. Prawdziwy audiofilski eklektyzm. Dla mnie dźwięk pod względem przenoszenia barwy nie jest jeszcze wystarczająco neutralny, więc może nie być bliski każdemu, ale poza tym mi się podobał.

Częstotliwość.

Bas jest gęsty, fakturowany, przekonująco masywny i solidny. Luksusowo ustawiają sustain i reagują na sprężyste zróżnicowanie faktury, ale nie wypierają reszty spektrum, nawet na przesterowanych utworach. Głębokość i relief są dobre, połączone z naturalną pełnią i objętością. Jak na swoją klasę głośniki niskotonowe są lepsze niż się spodziewałem.


Środek pasma jest rozciągnięty, napędzający, efektywny. To przypadek, w którym model znajduje harmonijną symetrię gdziekolwiek jest, i nie trzeba wytężać słuchu, aby pozwolić muzyce prowadzić drogę. Części instrumentów mają wyraźną separację, ale są zaskakująco plastyczne i trójwymiarowe. Samo pismo na średnicy jest jednak nieco suche, z wyraźnymi mikrodetalami. Podkreślony jest zakres wysokich tonów, ale nie ma ostrości, jedynie nasycenie jest lekko wzmocnione. Osobną magię stanowi tu ufny, odurzający, tajemniczy i romantyczny kobiecy wokal, z odpowiednimi słuchawkami można dosłownie wpaść w nirwanę (nie w zespole). Na minus, poza celowo ciepłymi barwami, nie mam nic do zarzucenia, ale będziesz je stroił wymiennymi op-edami.


Górne częstotliwości są naturalne, wdzięczne i czyste. Rozdzielczość na nich jest znakomita, spektrum jest wyraźne i przejrzyste, z dojrzałym rozciągnięciem fadów i obfitym zakresem overdubów. Jeśli lubisz słuchać musujących dzwonków, cymbałów i innych trebli, jest na to dobre źródło.

Hidizs AP100